-Chłopaki ciszej trochę bo Anastazja śpi.-powiedziałem.
-Gdzie zanieść ciuchy?-zapytał Louis.
-Niech Niall zaniesie wszystkie jej rzeczy do garderoby, a ty do mojego pokoju rzeczy,które są potrzebne do łazienki tylko masz być cicho.A Niall jeśli chcesz to wypakój ciuchy i poukładaj, a jak już nie będziesz mógł to zostaw ja się zajmę resztą.
-Jasne,że wypakuje Anastazji ciuchy, jak co zostawie Ci jak już nie będę mógł.
-Jasne Horan.-i już go nie było.Louis poszedł do auta Niall'a po rzeczy Anastazji. Ja wraz z Harry'm i Aaron'em skierowaliśmy się do kuchni.
-Chcesz coś do picia?-zapytałem Hazz.
-Tak poproszę wody.-Aaron'a się nie pytałem bo mieszka ze mną więc może sobie sam nalać.
-A brata to już nie zapytasz?-zapytał Aaron.
-A po co mam Cię pytać? Mieszkasz przecież ze mną braciszku.-podszedłem do niego i poczochrałem mu włosy.
-Ej-powiedział oburzony.-Robiłem tą fryzurę dość długo debilu.-powiedział. Przewróciłem oczami i nalałem soku do szklanki.
-Masz i się ciesz.-dałem mu szklank z cieczą. Usłyszałem,że ktoś schodzi po schodach. Zobaczyłem w drzwiach Anastazję. Uśmiechnąłem się do niej.
-To ty mnie przebrałeś?-zapytała.
-Tak.Zrobiłem Ci coś?-podeszłem bliżej niej.
-Nie.Tylko chciałem wiedzieć.
-Chcesz coś do picia?
-Chętnie się napiję.Harry gdzie reszta?
-Niall rozkłada Ci ciuchy w garderobie, a Lou..
-Tak tak widziałam go. Nic wam nie jest?
-Nie nic.-powiedział Harry.Podałem jej szklankę.
-A widziałeś moją mamę i Eveline?-zapytała pijąc sok.
-Nie niestety nie wiem co się z nimi stało.-odpowiedział zakłopotany.Usiadła koło Aaron'a. Zobaczyłem,że zaraz zacznie płakać.
-Czyli nie...-przełknęła ślinę.-Nie-ee-e ż-ż-żyją?-zapytała łamiącym się głosem.Wszyscy milczeliśmy nie wiedzieliśmy co jej powiedzieć.-Nie.Proszę powiedzcie... Nie.-powiedziała z niedowierzaniem.Upadła na ziemię.Zaczeła głośno płakać.-Nie.Proszę to nie może być prawda.-chlipała.Podeszłem do niej i tak samo upadłem na kolana obok niej i objąłem.-Nie!-krzyczała cały czas.Nie mogłem jej uspokoić, chłopaki na to wszystko patrzyli zamiast mi pomóc. Cioty. Nie widzą,że sobie nie radzę z jej uspokojeniem to jeszcze będą stać jak kołki.
-Cichutko Ana będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze!Straciłam ostatnie bliskie mi osoby. Nie mam nikogo.-szepnęła.-Jestem sama.-łkała.
-Anastazja masz teraz mnie i chłopaków możesz na nas liczyć-powiedziałem do jej ucha.Cały czas płakała.Gładziłem ją po plecach.Poczułem,że robi się strasznie lekka.Spojrzałem na chłopaków.
-Zemdlała.-powiedział Niall.-Zayn powiesz jej,że ma brata?-zapytał.Wziąłem dziewczyne na ręce.
-Jeszcze nie teraz Niall.Jeszcze nie teraz. Dajcie mu znać,że jest z nami bo wiem,że ją bardzo długo szukał.-powiedziałem i poszedłem do góry. Weszłem do pokoju. Położyłem ją na łóżk. Ona była piękna.Uśmiechnąłem się pod nosem.Pogłaskałem jej policzek i odgarnąłem włosy z czoła. Wyszedłem z pokoju..
...................................................................................
Przepraszam,że wczoraj nie napisałam rozdziałów,ale byłam tam i tu
i nie miałam kiedy wstawić więc wstawiam dzisiaj. Mam nadzieję,że
podoba się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz