piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 3

Następnego dnia obudziłam się koło Conor'a. Spał. Chciałam wstać, ale Conor mnie trzymał. Delikatnie się wygramoliłam z jego uścisku i wstałam. Odpiełam się od urzadzeń, oprócz kroplówki.
-Anastazja?-usłyszałam mamę.
-Idę do toalety.-odpowiedziałam na nie zadane mi pytanie.
-Dobrze córciu idz. Tylko nie rób niczego niemadrego.
-Jasne mamusiu.-powiedziałam szczerze się do niej uśmiechając. Wyszłam z sali i skierowałam się do łazienki. Wpadłam na kogoś bo byłam strasznie zamyślona. Gdyby nie jego reka upadłabym.
-Przepraszam.-powiedziałam ze spuszczoną głową.
-Nic Ci się nie stało? I czemu jesteś w szpitalu?-podniosłam głowę i spojrzałam na nieznanego mi chłopaka. Spojrzał się na moje nadgarstki i zmarszczył brwi.Chciałam ukryć ręce za plecami, ale nie udało mi się.
-Głupia jesteś?-zapytał i wziął moje dłonie w swoje. Zaczął całować moje nadgarstki. Spojrzałam się na niego. Miał ciemne oczy, kruczoczarne włosy i był mulatem. Nasze spojrzeenia się skrzyżowały.
Spuściłam wzrok. Delikatnie dwoma palcami podniósł mój podbródek.
-Czemu sobie to zrobiłaś?-zapytał.
-Nie ważne.-wziełam od niego ręce i chciałam iść, ale mnie złapał za przedramie i obrócił do siebie przodem. Odgarnął mi włosy za ucho.
-Jak się nazywasz?
-Anastazja, a ty?
-Zayn.-uśmiechnął się.-Miło Cię poznać Anastazjo, a teraz powiedz czemu to sobie zrobiłaś?
-Zayn to nie jest ważne.
-Jest.
-A mogę iść tylko do łazienki?
-Tak, ale idę z tobą.-powiedział i się lekko uśmiechnął.
-Okey.-powiedziałam i zaczeliśmy iść w stronę łazienek. Myślałam nad tym co mu powiedzieć i w końcu zaczełam.
-Nie jest mi łatwo w życiu Zayn. Wszystko mi się sypie. Najlepszy przyjaciel zmarł kilka dni temu. Siostra mnie nienawidzi. Sama nie wiem czemu. Nic jej nie zrobiłam, a to...-spojrzałam się na nadgarstki, a łzy spływały po moich policzkach.-Zrobiłam to, ponieważ nie mam dla kogo żyć i chciałam być z Luke'iem.-spojrzał się na mnie i po chwili przytulił mnie. Zaczłam łkać.
-Ciii..-szepnął mi na ucho.
-Zawsze kiedy się zaprzyjazniam to musi się coś stać.-chlipałam. Zayn otarł kciukiem łzy, które spływały mi po policzkach.
-Cichutko. Jestem przy tobie.-szepnął.Zaczął pocierać dół moich pleców. Przymknełam oczy i zaczełam się uspokajać. Odsunełam się od niego i weszłam do kabiny.-Tylko nie rób nic głupiego-powidział przy drzwiach.Załatwiłam moja potrzebę fizjologiczną i wyszłam z kabiny. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce. Odwróciłam się i prawie bym upadła gdyby nie Zayn mój tyłek by ucierpiał.
-Uważaj-powiedział-Już Cię drugi raz ratuje tego dnia.-uśmiechnełam się do niego.
-A ty czemu tu jesteś?-zapytałam.Wyszliśmy z łazienki.Spojrzał się na mnie i śliczni uśmichnął. 
-Byłm na badaniach z siostrą.
-Co jej jest?-zapytałam ciekawa.
-Jest chora.-patrzył przed siebie pustym wzrokiem. Westchnął.- Ma białaczkę.-widziałam w jego oczach łzy. Złapałam go za rękę by dodać mu otuchy.-Mnie też życie nienawidzi.Wszystko się pieprzy. Nie jest tak jak miało być. Pogarsza jej się z dnia na dzień. Lekarze dają jej minimum dwa miesiące życia.-zatrzymałam się i wtuliłam w jego szyję. On po chwili też się we mnie wtulił.Przyciągnął mnie blisko siebie.Przymknełam oczy. Brakowało mi kogos kto mnie zrozumie.
-Dziękuje.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Uśmiechneliśmy sie. Skąd wiem? Poczułam na szyji.
-Powinnaś chyba iść.
-Ana!-usłyszałam Conor'a.Oderwałam się od Zayn'a i spojrzałam za siebie.-Co ty wyrabiasz?-zapytał wściekły. Spojrzałam się na Zayn'a.
-Nic. Zayn tylko mnie uspokajał.-powiedziałam.
-Chodz.-powiedział Conor.
-Do zobaczenia Anastazjio.
-Do zobaczenia Zayn.
Conor złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę sali w której leżałam.Zamknął drzwi.
-Co ty robisz?! Wiesz kto to jest?-zapytał.
-Zayn.-powiedziałam.Spojrzał się na mnie.
-Jest niebespieczny. Nie pozwolę Ci się z nim widywać.
-Chyba kpisz. Znam Cię od wczoraj, a ty mi robisz kazania? Będę widywać się z kim chcę i nikt mi nie zabroni.-powiedziała. Usiadłam bo zrobiło mi się słabo.
-Ana wszystko w porządku ?-zapytał kucając przy mnie i położył ręcę na moich kolanach.
-Tak.
-Przepraszam nie chciałem Cię denerwować.
-Nic się nie stało Conor.Rozumiem Cię. Martwisz się, ale nie masz o co. Naprawdę-pogłaskał mnie po policzku.
-Zayn jest niebezpieczny. Jest złym człowiekiem.
-Conor. Zayn jest w porządku.
-Zrobi Ci coś.
-Gdyby chciał mi cos zrobić to dawno by mi coś zrobił.
-Poprostu obiecaj mi, że będziesz się pilnować.
-Dobrze obiecuj.-powiedziałam dla świętgo spokoju. Muszę mu zaufać w końcu był przyjacielem mojego Luke'a.
-Połóż się musisz odpoczywać.-położyłam się i Conor podpiął mnie do urządzeń. Usiadł koło mnie. I zaczeliśmy rozmawiać.Po może 20 minutach przyszła moja mama, Eveline z jej kolegami.
-Córciu jak się czujesz?-zapytała podchodząc do mnie i pocałowała w czoło.
-Lepiej, ale jest mi słabo.
-Zawołam lekarza.-wyszła.
-Hej Ana co tam?-zapytała Katerine.
-Dobrze.
-Katerine muszę z tobą porozmawiać.-powiedział Conor. Wyszli i zostałam z czterema nieznajomymi chłopakami..



........................................................................
Hej przepraszam za błedy. I nie myślcie,że Conor jest taki kochany. W następnych rozdziałach zobaczycie co się stanie. Bedzie się dużo działo. Dziękuje, że chociaż ktoś go czyta. Oglądam własnie Disco Festiwal w Kobylnica 2015 hehe i sobie podśpiewuje. Te rozdziały co dodaję to mam już napisane. W sumie to jest opowiadanie, a sama rozkładam sobie na rozdziały. Następny rozdział napiszę jeszcze dzisiaj bo wiem, że się niecierpliwicie . Kocham Was :)

1 komentarz:

  1. Super, jednak.mnie posluchalas. Dziekuje *.*
    Kocham, i przepraszam ze nie tak ciagle czytam.
    Zapraszam do mnie http://zacznijmy-od-poczatku.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń