Zobaczyłam Aaron'a.
-Zayn co ty odwalasz?-zapytał.
-Chcę chronić Anastazję.-wszyscy się na niego spojrzeli.
-Co?!-zapytał Conor.
-To co słyszałeś.-powiedział Zee.
-Zayn.-podszedł do niego Aaron.-Musimy pogadać.-powiedział oschle.Zee spojrzał się na mnie i pocałował w czoło.
-Jeszcze
się spotkamy.-szepnął mi na ucho i pocałował w ramię. Spojrzałam się w
jego oczy. Uśmiechnął się. Po chwili wyszedł razem z Aaron'em.
-Ana nie wolno Ci się zbliżać do niego.-powiedziała Eveline. Podeszła do mnie i chciała przytulić, alę się odsunełam.
-Czego
wy chcecie od Zayn'a?! Przecież nic złego nie robi do
cholery!-straciłam panowanie nad sobą.Conor podszedł kilka kroków do
mnie i chciał dotknąć policzka.-Nie dotykaj mnie.-warknełam i wybiegłam z
pomieszczenia.Kiedy spojrzałam w oczy Conor'a zobaczyłam coś dziwnego i
to coś kazało mi uciekać od niego. Wpadłam na kogoś.Podniosłam wzrok i
zobaczyłam Zayn'a. Przytuliłam się do niego. On zaraz przyciągnął mnie
bliżej siebie.
-Co się stało?-zapytał przejęty.
-Conor.-tylko tyle umiałam powiedzieć byłam zbyt przerażona.
-Zrobił Ci coś?
-Nie, ale zobaczyłam coś w jego oczach dziwnego i od razu uciekłam.-spóściłam wzrok.
-Anastazja?
Spójrz na mnie.-podniosłam wzrok. Uśmiechnął się.-Nie pozwolę Cię
skrzywdzić. Nikomu.-powiedział i mocno mnie przytulił.
-Ana!-usłyszałam
krzyk, a po chwili jedna z sal wybuchła. Zobaczyłam
Aaron'a.-Uciekajcie!-krzyknął.Zayn złapał mnie za rękę i chciał uciekać.
-Zayn tam jest moja mama, siostra i chłopaki.
-Poradzą sobie.Musimy uciekać.-zaczął mnie ciągnąć do wyjścia. Wybiegliśmy, a po chwili szpital cały wybuchł.
-Zayn!-krzyknęłam. Leżałam na asfalcie obok samochodu.
-Ana jestem tu.-usłyszałam jego głos.
-Mamo!Eveline!Katerine!Chłopaki!-krzyczałam.-
Nie to nie może sie dziać proszę niech to będzie zły sen.Powiedzcie że
zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy.Zayn powiedz,że śnię że z
nimi wszystko w porządku!-wtuliłam się w niego i zaczełam głośno płakać.
-Przykro mi. Na pewno wszystko z nimi w porządku.-głaskał mnie po włosach.
-Nie!-krzyknełam, oderwałam się od niego i chciałam wbiec do środka, ale przytrzymał mnie i zamknął kolejny raz w uścisku.
-Pojedziesz teraz ze mną.-szepnął na ucho. Miałam łzy w oczach.
-Skąd wiesz, że Ci ufam?-zapytałam.
-Wiem,
że mi ufasz.-powiedział-Wsiadaj.-weszłam do środka auta. Poczułam
ciepło ni to co na zewnątrz. Zayn obrzedł samochód i wsiadł na miejsce
kierowcy. Spojrzałam na szpital. Cały czas się palił.Płakałam.Moja mama,
Eveline, Katerine, i chłopaki nie żyją.Nie mogłam się
uspokoić.Oddalaliśmy się od szpitala, a raczej resztek, które po nim
zostały. Zayn powiedział, że wszystko z nimi dobrze, ale przecież
szpital wybuchł, a oni wszyscy byli w środku. Nie wiem jak mi i mulatowi
udało się wyjść z tego cało. Chociaż czuję,że jestem poobijana bo jak
wybuch to mną zarzuciło. Bolą mnie wszystkie kończyny jakie mam. Moje
przemyślenia przerwał sen...
.............................................................................................
Dzisiaj trochę opowiadania nie to co w poprzednich rozdziałach i krótki
ale zaraz idę pisać następny i będzie z innej perspektywy.
Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeśli możecie to zostawcie kom byłabym wdzięczna :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz