piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 4

 -Hej jestem Harry.-powiedział loczek podchodząc do mnie i całując w czoło.
-Ja jestem Niall.-powiedział blondyn, a raczej farbowany tak mi się zdaje. Pocałował mni tak samo jak loczek w czoło.
-Louis.-powiedział szatyn w bluzsce w paski. Zrobił to samo co Niall i Hazz.
-Aaron-powiedział brunet podobny do Zayn'a, ale pewnie to tylko zbieg okoliczności.
-Miło mi was poznać chłopaki-powiedziałam delikatnie się uśmiechając. Usiedli na łóżku. Ja się podniosłam i usiadłam w siadzie skrzyżnym. Zaczeliśmy rozmawiać ze sobą o wszystkim po może 10 minutach przyszła mama z lekarzem.
-Dzień dobry Anastazjio jak się czujemy?-zapytał mżczyzna w białym fartuchu.
-Dobrze, ale słabo mi trochę-lekarz spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
-Jestem Rob-podał mi dłoń, którą ujełam. Był szatynem o niebieskich oczach.Spojrzał się na moją kartę tak myśle.-Jest dobrze.-powiedział-Wszystko jest w porządku, ale mogłabyś jeść troche więcej.-uśmiechnął się lekko.-Teraz odepne Cię od niepotrzebnych urządzeń.-zaczął mnie odpinać, zostawił tylko kilka.Zobaczyłam,że nie ma mamy.
-Zjedz córciu.-powiedziała podchodząc do mnie i dają mi bułkę.Zaczełam jeść, chłopaki robili głupie miny i o mało co nie poplułam przez nich Rob'a. Po chwili wyszedł z moją mamą, a ja skończyłam jeść i zostałam sama z chłopakami.
-Macie coś do picia?-zapytałam.
-Woda czy sok.-zaytał Aaron.
-Yyyy sok?-podał mi karton z sokiem.Napiłam się i położyłam go na szafce obok. Po chwili do pomieszczenia wszedł Conor.
-Gdzie masz Katerine?-zapytał Niall.
-Poszła zrobić sobi kawę.Zaraz przyjdzie.
-Jak tam?-zapytał spoglądając na wszystkie twarze w pomieszczeniu.
-Dobrze.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Wybuchliśmy śmiechem bo Louis zrobił głupią minę.
Conor si na nas spojrzał i lekko uśmiechnął.
-Debile. Z kim ja wogóle zadaję?-zaczął się śmiać.
-Ej uraziłeś nas.-powidział Louis i złapał się za serce robiąc przy tym smutną minkę.Zaczełam się śmiać z tej cioty. Wyglądał naprawdę prze komicznie.
-Chcesz.. bym.. zaśmiała.. się.. na.. śmierć-powiedziałam przez śmiech.
Lou podszedł do mnie i usiadł na łóżku.
-Oczywiście, że nie.-powiedział i się uśmiechnął.Pogłaskałam go po policzku.
-To co robimy?-zapytałam.
-Nudzi Ci się?-zapytał Lou. -Z nami? Pff.
-Nie chciałam urazić twojej dumy Lou.-powiedziałam chamując śmiech.
-Mam dla Ciebie nowinę.-powiedziała Eveline, która weszła do pokoju.Spojrzałam się na nią-Wychodzisz jutro z rana.
-Srio?
-Tak.
-To dobrze.-Eveline podeszła do mnie i przytuliła.-Ev?
-Tak mała?-zapytała.
-Nie będziesz już mnie tak traktować? Jak wroga? Tylko jak młodszą siostrę?-spojrzała się na mnie.
-Tak obiecuję,że się zmienię. Obiecuje siostrzyczko-miałyśmy łzy w oczach.-Będę Cię pilnować, będę robiła wszystko tylko żebyś nie czuła się odrzucana.Kocham Cie Ana.
-Też Cię kocham siostrzyczko.-odsuneła się ode mnie. Do pokoju weszła Katerine. Uśmiechneła się do nas.
-Przyniosłam Ci ciuchy.-powiedziała podając mi je.
-Dziękuje Kat.
-Iść z tobą?-zapytała Ev.
-Jak chcesz..-wziełam ze sobą kroplówkę i wyszłyśmy na korytarz.Zobaczyłam Zayn'a chodził w te i we wte. Spojrzał się na nas i usmiechnął. Podszedł do niego Aaron. Więcej nie widziałam bo została wciągnięta do łazienki przez siostre.
-Znasz go?
-Tak.Poznałam go dzisiaj. A co?
-On jest niebezpieczny. Lepiej się do nigo nie zbliżaj-była przestraszona, a to do niej nie podobne.
-O co wam wszystkim chodzi? Przecież gdyby chciał coś mi zrobić to by zrobił.-powiedziałam przytulając Ev.
-Martwię sie o Ciebie.-odwzajemniła mój uścisk.-Idz się okąp.-rozebrałam się i weszłam pod prysznic.-Masz tu żel i szampon.-podała mi rzeczy wcześniej wymienione.
-Dziękuje.-powiedziałam. Umyłam się i wytarłam puchowym ręcznikiem.-Eveline podasz mi ciuchy?-niec nie mówiła tylko je podała.Ubrałam się w legginsy i koszulę.Wyszłam i zobaczyłam Zayn'a. Eveline stała przy ścianie i się nie poruszała.
-Hej. Jak sie czujesz?-zapytał podchodząc do mnie kilka kroków.
-Dobrze.Jutro wychodzę ze szpitala-uśmiechnął się delikatnie.-Co jest Zee?
-Nic-powiedział. Jakos mu nie wierzyłam.
-Zayn co Ci jest?-podeszłam do niego i pogłaskałam po ramieniu. Wtulił się we mnie.
-Waliya umiera.-szepnął mi na ucho.
-Będzie dobrze Zee.
-Nic nie bedzie dobrze. Ona do cholery nie przetrwa tego wieczoru!-czułam ciecz na szyji.
-Zee?
-Też mni nikt nie rozumie. Na każdym kroku ludzie których kocham odchodzą-powiedział.Zaraz poczułam na plecach jego duże dłonie, obejmujące mnie coraz mocniej.Uśmiechnął się. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie je miętosiłam w dłoniach.
-Ciii
-Anastazja odsuń się od niego.-usłyszałam Ev- On bierze Cie na litość. Odejdz od niej Zayn.-warkneła na mulata.Zayn nic sobie z tego nie robił-Zayn powiedziałam coś. Mnie skrzywdziłeś i teraz chcesz skrzywdzić moją siostrę?! Nie pozwolę Ci na to.-powiedziała Eveline z łzami w oczach.Poczułam,że napina mięśnie. Odsunął się i spojrzał na Ev. Podszedł do niej.
-To ty mnie zostawiłaś dla tego dupka. Nie ja Ciebie. I nie mam zamiaru skrzywdzić Anastazji-warknął wściekły.I pokazał na drzwi, w których stał Conor wraz z resztą. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął. Zayn wyciągnąl do mni ręce. Podeszłam do niego. Zobaczyłam, że  w Eveline jak i w Conor'rze jest furia. Zabiliby go gdyby mogli...


.................................................................
Do jutra misie <3  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz