Od autorki: Przepraszam,że mnie nie było długo, ale lekarze i wgl. Co tam u Was misiaczki? I czy wgl ktoś czyta tego bloga? Jeśli czytacie to dajcie jakiś znak ile osób go czyta bo nie jestem pewna czy mam dalej pisać. Byłabym wdzięczna gdyby chociaż pod postem było z 5 komentarzy.
Oczami Zayn'a
Kiedy krzyknęła moje imię upadła na kolana i przestało ją boleć. Też go poczułem. Dotknąłem jej ramienia. Podniosła głowę i wyszeptała-Zayn?-uśmiechnąłem się i zobaczyłem,że ma iskierki w oczach. Ale się o nią martwiłem.Muszę to przyznać w końcu sam przed sobą,że mi na niej zalerzy. Wstała i wtuliła się we mnie.Objąłem ją ramionami. Prawie by upadła więc zwiększyłem uścisk. Zemdlała.Wziąłem ja na ręce jak panne młodą i rozłożyłem skrzydła.
-Gdzieś ją zabiorę. Będę ją pilnować.-powiedziałem i wzbiłem się w powietrze.Jeszcze mocniej przyciągnąłem dziewczyne do siebie.Lecieliśmy do mojego rodzinnego domu.Wylądowałem.Schwałem skrzydła i zaraz po tym skierowałem się na taras gdzie rozbrzmiewały głosy mojej rodziny.
-Zayn?-zpytała moja mama.-Co sie stało? O boże czy to...
-Tak mamo.Musisz mi pomóc.Zaczeło sie.-powiedziałem.-Oni są blisko.Skrzywdzą ją.-delikatnie przejechałem nosem po policzku Anastazji.Co ja robie?! Nie powinienem. Karciłem się w myślach.
-Chodz.-poszedłem za mamą.-Synku wiesz,że jest twoja?
-Wiem. Dzisiaj sie o tym dowiedziałem.
-Jak?
-Anastazja.-powiedziałem.
-Pokazałeś jej swoją księge?-zapytała zaskoczona.
-Tak.I co z tego? Ona nikomu nic nie powie.-powiedziałem kładąc ciało dziewczyny na łóżku.
Usiadłem obok.-Mamo nie chę jej zrobic krzywdy.Zrób coś.-pogłaskałm brunetkę po włosach.
-Kochanie nic nie moge zrobic...
-Czułem ten ból co ona.-przerwałem Trish.-Nie powinienem a jednak czułem.Ona krzyknęła moje imie i to sie skończyło.-mama z niedowierzaniem patrzyła na mnie. Zatkała usta dłonią i pokręciła głową.
-Zayn ona jest silniejsza niż myślałam.
-Wiem.
-Jeśli sie z nią połączysz. O mój boże...-spojrzała się na mnie i na Anastazje.-Będziecie silniejsi. Musisz uciekac z Aną oni niee pozwolą wam być razem.Pamietasz jak Ci mówiłam o takiej jak ona?-kiwnąłem głową-Zostali ukarani.-przełknęła głośno slinę.-Śmiercią.-powiedziała łamiącym sie głosem.Spojrzałem na brunetkę zmarszczyła śmieszne nosek.Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Nie mart sie mamo my takiego błędu nie popełnimy.-powiedziałem.-Będę ją jak i siebie pilnował a i tak mamy jeszcze przyjaciół.-dotknąłem uda Anastazji. Trish nachyliła sie nade mną i pocałowała w czoło.
-Jesteście razem silniejsi pamietaj o tym.-powiedziała i wyszła. Spojrzałem na twarz dziewczyny. Wstałem z łóżka i zdjąłem z niej buty i spodenki. Sam sie też rozebrałem i położyłem obok.Byłem w bokserkach.Zasnąłem. Obudziło mnie szmotanie się Anastazji. Na czole miała kropelki potu.
-Ana? Ana obudz się!.-obudziła się. Spojrzała sie na mnie. Podniosła sie do pozycji siedzącej i skuliła nogi. Złapała się za włosy i delikatnie po nich przejechała długimi palcami.Dotknąłem jej pleców. Była spięta. Zacząłem lekko masować plecy i pocałowałem jej ramie.Rozluzniła się.Nie chciałem pytać się co jej sie śniło. Jak bedzie chciała to sama powie. Zerknąła na mnie,a w oczach miała łzy.Pociągnąłem ją do siebie, a ona zaraz się we mnie wtuliła.Głaskałem cały czas jej plecy.
-Ś-śni-i-ł-ło m-mi s-sie ż-że-mówiła dlawiąc się łzami.
-Cichuteńko jeśli nie chcesz nie mów.-szepnąłem jej na ucho i cmoknąłem w szyje.
-Śniło mi się,że wyrywają Ci skrzydła,a pózniej...-przełknęła ślin.-Wbijają Ci sztylet w serce.-szepneła.Wtuliła się jeszcze mocniej.-I,że zabiera mnie twoj brat.
-Aaron?-zaprzeczyła ruchem głowy.-Matt?-zapytałem wściekły. Kiwnęła głową.
-To on Ci wyrywał skrzydła.-powiedziała a po chwili poczułem jak delikatnie całuje mnie w szyję.-Nie chcę by cos Ci się stało.-szepneła mi to ucha.Uśmiechnałem się.
-Nic mi sie nie stanie.Chodz idziemy spać.-powiedziałem całując ją w czoło.
-Zayn?
-Tak?
-Mogę spać wtulona w Ciebie?-zapytała.Zrobiłem jej miejsce i zaraz znalazła się obok mnie.Wtuliła się w mój tors.Głaskałem ją po plecach.Splotła nasze nogi i dłonie ze sobią. Po chwili poczułem,że robi się strasznie lekka.
-Obiecuje,że nie pozwolie Ci zrobić krzywdy.Obiecuje.-szepnąłem i pocałowałem we włosy. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem....
.........................................................................................
No to jest już 12 rozdział. Podoba się? Bo ja mysle,że jest do kitu.
czwartek, 30 lipca 2015
piątek, 17 lipca 2015
Rozdział 11
Zostałam sama.Umyłam sie i weszłam pod prysznic by się
spłukać.Wyszłam z pod prysznica i wytarłam się ręcznikiem.
-Cholera.-powiedziałam-Przecież muszę iść do pokoju bo nie mam ubrań.Jakbym nie mogła wziąść sobie wcześniej.-prychnełam.-Nie ma to jak gadać do siebie..-zaśmiałam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową.Owinęłam się ręcznikiem.Odtworzyłam drzwi i wyjrzałam.Zayn leżał na łóżku mając przed sobą jakąś książke.
-Zayn?-zapytałam i zaraz obróćił głowę w moją stronę. Uśmiechnął się delikatnie.
-Już Ci przyniosłem.-powiedział.Podszedł do krzesła.
-Seio?-zapytałam.W ręce miał moją koronkową bieliznę i do tego spodenki i koszula(wszystko było białe)-Mogłam sama iść po ciuchy.-powiedziałam wyciągając do niego ręke.Podał mi te rzeczy i odszedł spoglądając na mnie.Stałam jeszcze chwilę w drzwiach i patrzyłam na niego.Wziął książke do ręki i znowu zaczął ją czytać.Uśmiechnął się po nosem.
-Idz bo zaraz zerwę ten ręcznik z Ciebie.-przygryzłam wargę,ale bardzo szybko się ulotniłam zamykając drzwi od łazienki.Ubrałam się i lekko pomalowałam.Zaczełam suszyć włosy.Kiedy były już suche ułożyłam je i zostawiłam fale.Wyszłam z niej(łazinki) do pokoju Zayn'a. Dalej siedział tak samo i przeglądał cały czas tą książke.Usiadłam obok niego.Spojrzał się na mnie i delikatnie uśmiechnął.Przyciągnął mnie blisko siebie(tak,że siedziałam między jego nogami) i zaczął mi pokazywać strony.
-To jest ta księga, o której Ci mówiłem ty też masz taką. Wiesz co?
-Hymm.
-Nie powinienem Ci jej pokazywać bo jest moja, ale chce Ci ja pokazać.
-Czemu?-zapytałam patrząc na jego lewy profil.
-Bo chcę żebys cos wiedziała.-spojrzał się w moje oczy. Zerknął na usta i przygryzł wargę.Wróciliśmy do przeglądania księgi.Delikatnie przejechałam po jednej ze stron opuszkami palców.U góry pisało coś po anielsku,ale zrozumiałam.Zmarszczyłam brwi.-Co sie stało?-zapytał tuż koło ucha.
-Dziwne rozumiem co tu pisze.-zrobił zaskoczoną minę -Powiedzieć Ci?-kiwnął głową.
-Najsilniejszy anioł.Jest więcej niż tylko aniołem,może używać różnych sztuczek i żywiołów.Moż manipólować i zauroczyć,ale nie może tego robić ani używać swoich mocy do wieku 17 lat.Skrzydła ujawniają się wtedy kiedy jej pleców dotknie osoba, którą kocha.-sojrzałam się na Zayn'a.-Taki anioł może być i aniołem ciemności jak i jasności.Będą je ścigały wszystkie anioły i istoty nieludzkie.Dlatego musi je chronić rodzina i bliskie jej osoby.-czytałam to dalej w myslach"Będzie czuć to co czuje osoba pisana jej/mu".Przeczytałam.Zobaczyłam,że na dole strony są jakieś napisy.Dotknęłam ich,a one się zaświeciły i zrobiły jaśniejsze.
-O cholera!-krzyknął.
-Cicho.-powiedziałam zatykając jego usta dłonią ale to nic nie dało bo zaraz wszyscy przylecieli w te pendy do Nas.
-Co się stało?-zapytali.Spojrzałam się na niego w stylu."Nie waż sie togo mówić bo urwę Ci jaja"
-Nie nic.-odpowiedział.Ufff.
-To czmu darłeś się "O cholera"?-zapytał Luke.
-Już nic rozmawialismy sobie z Anastazją o jej dzieciństwie.-nie no Malik brawo dla Ciebie umiesz kłamać.Wziełam go za rękę. Dobrze,że nikt nie zauważył.
-Okey.-powiedzieli i wyszli.
-Ty debilu mogłeś mnie wydać-powiedziałam uderzając go w klatke piersiową.
-Sorry.Pokaż to jeszcze raz.-uśmiechnął się.Dotknęłam dół strony.Znowu sie rozjaśniło.Ale to co tam widniało to nie zrozumiałam tego.Zayn zabrał mi księgę.Był przerażony.
-Zayn o co chodzi?-zapytałam odsuwając się trochę od niego.
-Nic.-warknął.Wstał z łóżka i wyszedł zabierając księge.Położyłam się,ale po chwili wstałam.Zeszłam na dół i przemknęłam obok chłopaków do holu.Ubrałam trampki koloru białego i wyszłam niezauważona.Szłam przed siebie bez celu. Zaczeło się ściemniać nawt nie wiem kiedy.Nagle rozległ się dzwięk z mojej tylnej kieszeni spodenek.Wyjełam telefon i spojrzałam na wyświetlacz.Zobaczyłam numer Niall'a. Odebrałam.
-Gdzie ty do cholery jasnej jesteś?! Dzwonimy od kilku godzin,a ty żadnego odzewu.Gdzie jesteś.-nagle poczułam palące mnie plecy.
-Aaaaaaa!-krzyknęłam.Upadłam na kolana.
-Cholera Ana? Ana!-krzyczał głos Zayn'a.
-To boli pomóż.-znowu krzyknełam.Czułam ten cholerny ból.Miałam łzy w oczach.Nagle przypomniałam sobie o kimś.Elizabet.Przestało piec,ale wygieło mnie do tyłu.-Zaaayyyyynnnn-wrzasłam najgłośniej jak umiałam. Po chwili przestało.Poczułam dotyk na ramieniu.Podniosłam głowę.-Zayn?-uśmiechnął się do mnie,ale w oczach miał strach.Wstałam i wtuliłam się w niego.
-Już dobrze.-szepnął mi na ucho.W pewnej chwili zobaczyłam ciemność...
............................................................................
Dobranoc miśki Jednokierunkowych <3
-Cholera.-powiedziałam-Przecież muszę iść do pokoju bo nie mam ubrań.Jakbym nie mogła wziąść sobie wcześniej.-prychnełam.-Nie ma to jak gadać do siebie..-zaśmiałam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową.Owinęłam się ręcznikiem.Odtworzyłam drzwi i wyjrzałam.Zayn leżał na łóżku mając przed sobą jakąś książke.
-Zayn?-zapytałam i zaraz obróćił głowę w moją stronę. Uśmiechnął się delikatnie.
-Już Ci przyniosłem.-powiedział.Podszedł do krzesła.
-Seio?-zapytałam.W ręce miał moją koronkową bieliznę i do tego spodenki i koszula(wszystko było białe)-Mogłam sama iść po ciuchy.-powiedziałam wyciągając do niego ręke.Podał mi te rzeczy i odszedł spoglądając na mnie.Stałam jeszcze chwilę w drzwiach i patrzyłam na niego.Wziął książke do ręki i znowu zaczął ją czytać.Uśmiechnął się po nosem.
-Idz bo zaraz zerwę ten ręcznik z Ciebie.-przygryzłam wargę,ale bardzo szybko się ulotniłam zamykając drzwi od łazienki.Ubrałam się i lekko pomalowałam.Zaczełam suszyć włosy.Kiedy były już suche ułożyłam je i zostawiłam fale.Wyszłam z niej(łazinki) do pokoju Zayn'a. Dalej siedział tak samo i przeglądał cały czas tą książke.Usiadłam obok niego.Spojrzał się na mnie i delikatnie uśmiechnął.Przyciągnął mnie blisko siebie(tak,że siedziałam między jego nogami) i zaczął mi pokazywać strony.
-To jest ta księga, o której Ci mówiłem ty też masz taką. Wiesz co?
-Hymm.
-Nie powinienem Ci jej pokazywać bo jest moja, ale chce Ci ja pokazać.
-Czemu?-zapytałam patrząc na jego lewy profil.
-Bo chcę żebys cos wiedziała.-spojrzał się w moje oczy. Zerknął na usta i przygryzł wargę.Wróciliśmy do przeglądania księgi.Delikatnie przejechałam po jednej ze stron opuszkami palców.U góry pisało coś po anielsku,ale zrozumiałam.Zmarszczyłam brwi.-Co sie stało?-zapytał tuż koło ucha.
-Dziwne rozumiem co tu pisze.-zrobił zaskoczoną minę -Powiedzieć Ci?-kiwnął głową.
-Najsilniejszy anioł.Jest więcej niż tylko aniołem,może używać różnych sztuczek i żywiołów.Moż manipólować i zauroczyć,ale nie może tego robić ani używać swoich mocy do wieku 17 lat.Skrzydła ujawniają się wtedy kiedy jej pleców dotknie osoba, którą kocha.-sojrzałam się na Zayn'a.-Taki anioł może być i aniołem ciemności jak i jasności.Będą je ścigały wszystkie anioły i istoty nieludzkie.Dlatego musi je chronić rodzina i bliskie jej osoby.-czytałam to dalej w myslach"Będzie czuć to co czuje osoba pisana jej/mu".Przeczytałam.Zobaczyłam,że na dole strony są jakieś napisy.Dotknęłam ich,a one się zaświeciły i zrobiły jaśniejsze.
-O cholera!-krzyknął.
-Cicho.-powiedziałam zatykając jego usta dłonią ale to nic nie dało bo zaraz wszyscy przylecieli w te pendy do Nas.
-Co się stało?-zapytali.Spojrzałam się na niego w stylu."Nie waż sie togo mówić bo urwę Ci jaja"
-Nie nic.-odpowiedział.Ufff.
-To czmu darłeś się "O cholera"?-zapytał Luke.
-Już nic rozmawialismy sobie z Anastazją o jej dzieciństwie.-nie no Malik brawo dla Ciebie umiesz kłamać.Wziełam go za rękę. Dobrze,że nikt nie zauważył.
-Okey.-powiedzieli i wyszli.
-Ty debilu mogłeś mnie wydać-powiedziałam uderzając go w klatke piersiową.
-Sorry.Pokaż to jeszcze raz.-uśmiechnął się.Dotknęłam dół strony.Znowu sie rozjaśniło.Ale to co tam widniało to nie zrozumiałam tego.Zayn zabrał mi księgę.Był przerażony.
-Zayn o co chodzi?-zapytałam odsuwając się trochę od niego.
-Nic.-warknął.Wstał z łóżka i wyszedł zabierając księge.Położyłam się,ale po chwili wstałam.Zeszłam na dół i przemknęłam obok chłopaków do holu.Ubrałam trampki koloru białego i wyszłam niezauważona.Szłam przed siebie bez celu. Zaczeło się ściemniać nawt nie wiem kiedy.Nagle rozległ się dzwięk z mojej tylnej kieszeni spodenek.Wyjełam telefon i spojrzałam na wyświetlacz.Zobaczyłam numer Niall'a. Odebrałam.
-Gdzie ty do cholery jasnej jesteś?! Dzwonimy od kilku godzin,a ty żadnego odzewu.Gdzie jesteś.-nagle poczułam palące mnie plecy.
-Aaaaaaa!-krzyknęłam.Upadłam na kolana.
-Cholera Ana? Ana!-krzyczał głos Zayn'a.
-To boli pomóż.-znowu krzyknełam.Czułam ten cholerny ból.Miałam łzy w oczach.Nagle przypomniałam sobie o kimś.Elizabet.Przestało piec,ale wygieło mnie do tyłu.-Zaaayyyyynnnn-wrzasłam najgłośniej jak umiałam. Po chwili przestało.Poczułam dotyk na ramieniu.Podniosłam głowę.-Zayn?-uśmiechnął się do mnie,ale w oczach miał strach.Wstałam i wtuliłam się w niego.
-Już dobrze.-szepnął mi na ucho.W pewnej chwili zobaczyłam ciemność...
............................................................................
Dobranoc miśki Jednokierunkowych <3
Rozdział 10
Obudził mnie hałas z dołu. Wstałam i zeszłam tak gdzie dobiegały te cholerne hałasy. Zobaczyłam bałagan w kuchni.
-Co wy żeście narobili?!-krzyknęłam i zaraz wszyscy się obrócili w moją stronę.
-My?Nic.Gotujemy.-odezwał się Niall.
-Właśnie widzę.-powiedziałam podchodząc do nieego.-A gdzie Zayn?-zapytałam sprzątając.
-Poszedł zapalić i kazał nam to posprzątać.
-Hahaha.-wybuchłam śmiechem. Bo Niall dostał od Loui'ego mąką w twarz. I tak rozpętała się wojna na na mąkę. Rzucaliśmy się nią dopóki do kuchni nie weszli Luk i Zayn.
-Co tu się do cholery dzieje?!-zapytał Zayn.
-To on/a zaczął/a-wszyscy pokazaywali na siebie. Ja na Niall'a Niall na Lou, Lou na Hazze. Hazz'a na mnie.Aaron na Hazz i to komicznie wyglądało. My w mące wytykający się nawzajem.
-Dobra to ja zacząłem-powiedział Lou.
-Macie to posprzątać,a Anastazja idzie się okąpać.-powiedział Zayn.
-Mogę im pomóc.-powiedziałam.
-Bez dyskusji Ana pod prysznic.
-Nie będziesz mi rozkazywał Zayn.-warknęłam. Zaczełam pomagać im sprzątać.
-Ona jak ma coś zrobić czy pomóc to to zrobi.-powiedział Luke. Podszedł do mnie brunet i przewiesił przez ramię.
-Zayn debilu póść mnie!Zaaayyynnn!-krzyczałam na niego bijąc go po plecach. Po chwili sie poddałam bo nie było sensu krzyczeć czy bić go bo ta ciota i tak by mnie nie póściła. Postawił mnie na podłożu.
-Idz się okąp.-powiedział wskazując na drzwi od łazienki.I wtedy wszedł Luke.
-Nie pójdę. Najpierw chcę im pomóc też nabałaganiłam.-powiedziałam chcąc go ominąć,ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Zaprowadził mnie do łazienki.
-Pomóc Ci się rozebrać czy rozbierzesz się sama?-zapytał,a za nim stał Luke'i. Nic nie odpowiedziałam tylko skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.Zayn podszedł do mnie i zaczął rozpinać guziki koszuli.Kiedy skończył chciał zdjąć ją ze mnie, ale zaprotestowałam.
-Sama to zrobię.-powiedziałam.-Możecie już iść.-pokazałam na drzwi.Zayn podszedł do wanny,a Luke do mnie.-Co wy robicie?
-Pogadamy sobie bo musimy.-powiedział Luke'i i zaczął zdejmować ze mnie koszule. Nie wiem jak on to zrobił.Złapał za zapięcie stanika,ale go zatrzymałam.Zobaczyłam,że Zayn już nalał wody i do tego jakieś olejki.Podszedł do mnie i złapał za ramiączko i lekko je zsunął. Pocałował mnie w ramię.
-Wchodz.-uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Odwródzcie się.-powiedziałam- Nie podglądać.-rozebrałam się i weszłam do wanny.Chłopaki się odwrócili i podeszli do mnie.Zayn był po mojej prawej,a Luke po lewej.
-Wiem,że Zayn Ci już powiedział kim jest tak samo jak Niall. Jesteśmy aniołami i ty też nim jesteś,ale silniejsza jesteś od Nas. Musisz wybrać pomiędzy jasnością,a ciemnością.-zmarszczyłam brwi.
-Powoli i od początku.-brunet westchnął.
-Elizabet i Eveline to nie twoja rodzina.Masz brata, nazywa się Liam Payne. Twoimi rodzicami są anioły.Ian czyli twój tata jest upadłym,a Barbara czyli twoja matka jest białym aniołem.Chcieli Cię chronić od niebezpiecznych osób.-przerwałam mu.
-Okey,a kiedy będę mogła się z nimi spotkać?
-Niedługo.-powiedział Luke.
-Możesz kontynuować.
-Teraz my.-spojrzał się na Zayn'a.-Musimy Cię chronić..
-Przed?-docikałam.
-Moim bratem i innymi upadłymi.-powiedział Zee lekko dotykając mojego uda.
-Przecież Aaron to twój brat.-zmarszczyłam brwi.
-Mam jeszcze starszego brata nazywa się Mattew.
-I jest tak samo upadłym jak ty?
-Tak.-powiedział patrząc w moje oczy.-Ale jest owiele gorszy ode mnie.
-A co z Conor'em i Katerine?
-Są po stronie Matt'a.-odparł Zayn.
-A mogę wiedzieć czym lub kim reszta chłopaków oraz kim jest Conor wraz z Katerine?-spojrzeli się po sobie.
-Harry jest wilkołakiem. Niall jak już wiesz białym aniołem,Aaron upadłym tak jak ja, Matt i Conor,Lou jest hybrydą-zrobiłam zdziwioną minę.-Pół wilkołak..
-Pół wampir wiem.-odpowiedziałam.
-To czemu zrobiłaś zdziwioną minę?-zapytał Luke.
-Bo Harry i Lou w jednym pomieszczeniu? I jeszcze się nie pozabijali? To trochę dziwne.-uśmiechnęli się do mnie.-Dobra,a Katerine'a jest...
-Czarownicą.-powiedzieli w tym samym momencie.
-Okey.Mogę zobaczyć jakie mam skrzydła?-zapytałam.
-To musi zrobić któryś z nas.-spojrzeli sie na sibie.
-To znaczy?-zapytałam zdezjorentowana.
-To znaczy,że skrzydła Ci"wyjdą" wtedy kiedy będziesz szczęśliwa,z którymś znas-pokazał na siebie i Zayn'a.
-Tak Zee coś wspominał że jest księga czy coś tam.
-Że jesteś pisana albo mi albo Luke'owi.-odparł mulat.
-Chłopaki mogę zostać sama?
-Jasne. Jak cos wołaj.-powiedział Zee.Podszedł do mnie i ucałował mój policzek tak samo zrobił Luke.Wyszli...
.......................................................................................
Podoba się? Mogę liczyc na co najmnie 5 komentarzy?
-Co wy żeście narobili?!-krzyknęłam i zaraz wszyscy się obrócili w moją stronę.
-My?Nic.Gotujemy.-odezwał się Niall.
-Właśnie widzę.-powiedziałam podchodząc do nieego.-A gdzie Zayn?-zapytałam sprzątając.
-Poszedł zapalić i kazał nam to posprzątać.
-Hahaha.-wybuchłam śmiechem. Bo Niall dostał od Loui'ego mąką w twarz. I tak rozpętała się wojna na na mąkę. Rzucaliśmy się nią dopóki do kuchni nie weszli Luk i Zayn.
-Co tu się do cholery dzieje?!-zapytał Zayn.
-To on/a zaczął/a-wszyscy pokazaywali na siebie. Ja na Niall'a Niall na Lou, Lou na Hazze. Hazz'a na mnie.Aaron na Hazz i to komicznie wyglądało. My w mące wytykający się nawzajem.
-Dobra to ja zacząłem-powiedział Lou.
-Macie to posprzątać,a Anastazja idzie się okąpać.-powiedział Zayn.
-Mogę im pomóc.-powiedziałam.
-Bez dyskusji Ana pod prysznic.
-Nie będziesz mi rozkazywał Zayn.-warknęłam. Zaczełam pomagać im sprzątać.
-Ona jak ma coś zrobić czy pomóc to to zrobi.-powiedział Luke. Podszedł do mnie brunet i przewiesił przez ramię.
-Zayn debilu póść mnie!Zaaayyynnn!-krzyczałam na niego bijąc go po plecach. Po chwili sie poddałam bo nie było sensu krzyczeć czy bić go bo ta ciota i tak by mnie nie póściła. Postawił mnie na podłożu.
-Idz się okąp.-powiedział wskazując na drzwi od łazienki.I wtedy wszedł Luke.
-Nie pójdę. Najpierw chcę im pomóc też nabałaganiłam.-powiedziałam chcąc go ominąć,ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Zaprowadził mnie do łazienki.
-Pomóc Ci się rozebrać czy rozbierzesz się sama?-zapytał,a za nim stał Luke'i. Nic nie odpowiedziałam tylko skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.Zayn podszedł do mnie i zaczął rozpinać guziki koszuli.Kiedy skończył chciał zdjąć ją ze mnie, ale zaprotestowałam.
-Sama to zrobię.-powiedziałam.-Możecie już iść.-pokazałam na drzwi.Zayn podszedł do wanny,a Luke do mnie.-Co wy robicie?
-Pogadamy sobie bo musimy.-powiedział Luke'i i zaczął zdejmować ze mnie koszule. Nie wiem jak on to zrobił.Złapał za zapięcie stanika,ale go zatrzymałam.Zobaczyłam,że Zayn już nalał wody i do tego jakieś olejki.Podszedł do mnie i złapał za ramiączko i lekko je zsunął. Pocałował mnie w ramię.
-Wchodz.-uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Odwródzcie się.-powiedziałam- Nie podglądać.-rozebrałam się i weszłam do wanny.Chłopaki się odwrócili i podeszli do mnie.Zayn był po mojej prawej,a Luke po lewej.
-Wiem,że Zayn Ci już powiedział kim jest tak samo jak Niall. Jesteśmy aniołami i ty też nim jesteś,ale silniejsza jesteś od Nas. Musisz wybrać pomiędzy jasnością,a ciemnością.-zmarszczyłam brwi.
-Powoli i od początku.-brunet westchnął.
-Elizabet i Eveline to nie twoja rodzina.Masz brata, nazywa się Liam Payne. Twoimi rodzicami są anioły.Ian czyli twój tata jest upadłym,a Barbara czyli twoja matka jest białym aniołem.Chcieli Cię chronić od niebezpiecznych osób.-przerwałam mu.
-Okey,a kiedy będę mogła się z nimi spotkać?
-Niedługo.-powiedział Luke.
-Możesz kontynuować.
-Teraz my.-spojrzał się na Zayn'a.-Musimy Cię chronić..
-Przed?-docikałam.
-Moim bratem i innymi upadłymi.-powiedział Zee lekko dotykając mojego uda.
-Przecież Aaron to twój brat.-zmarszczyłam brwi.
-Mam jeszcze starszego brata nazywa się Mattew.
-I jest tak samo upadłym jak ty?
-Tak.-powiedział patrząc w moje oczy.-Ale jest owiele gorszy ode mnie.
-A co z Conor'em i Katerine?
-Są po stronie Matt'a.-odparł Zayn.
-A mogę wiedzieć czym lub kim reszta chłopaków oraz kim jest Conor wraz z Katerine?-spojrzeli się po sobie.
-Harry jest wilkołakiem. Niall jak już wiesz białym aniołem,Aaron upadłym tak jak ja, Matt i Conor,Lou jest hybrydą-zrobiłam zdziwioną minę.-Pół wilkołak..
-Pół wampir wiem.-odpowiedziałam.
-To czemu zrobiłaś zdziwioną minę?-zapytał Luke.
-Bo Harry i Lou w jednym pomieszczeniu? I jeszcze się nie pozabijali? To trochę dziwne.-uśmiechnęli się do mnie.-Dobra,a Katerine'a jest...
-Czarownicą.-powiedzieli w tym samym momencie.
-Okey.Mogę zobaczyć jakie mam skrzydła?-zapytałam.
-To musi zrobić któryś z nas.-spojrzeli sie na sibie.
-To znaczy?-zapytałam zdezjorentowana.
-To znaczy,że skrzydła Ci"wyjdą" wtedy kiedy będziesz szczęśliwa,z którymś znas-pokazał na siebie i Zayn'a.
-Tak Zee coś wspominał że jest księga czy coś tam.
-Że jesteś pisana albo mi albo Luke'owi.-odparł mulat.
-Chłopaki mogę zostać sama?
-Jasne. Jak cos wołaj.-powiedział Zee.Podszedł do mnie i ucałował mój policzek tak samo zrobił Luke.Wyszli...
.......................................................................................
Podoba się? Mogę liczyc na co najmnie 5 komentarzy?
Przepraszam,że mnie nie było, ale wiecie lekarze i wgl a jeszcze 21
lipca (Moje urodzinki) idę do ginekologa a 24 na USG więc nie wiem czy
będę. Czyta tego bloga ktoś? I tak wogóle to mam jeszcze kilka pomysłów
na nowego xD Ale najpierw tego zakończe i zrobie nowego :) Co tam u Was
Sis <3 Nie ma to jak dramy typu "Lou będzie ojcem","Niall ożeni się z
lodówką" nie mogę z tymi plotkami. Nie znoszę kiedy ktoś plotkuje, a
nie wie jaka jest prawda. Dzisiaj napiszę dwa rozdziały. Cieszycie się?
Ps: Nie mogę się doczekać teledysku do No Type <3
Ps: Nie mogę się doczekać teledysku do No Type <3
piątek, 10 lipca 2015
Rozdział 9
Czuć było od niego zapach perfum pomieszany z zapachem nikotyny.
-Chodz do środka bo będziesz chora.-powiedział Zee.Weszłam raze z nimi Niall'em do domu.
-A wy mi wytłumaczycie co się dzieje?-zapytałam. Usiedliśmy na sofie.Westchneli.
-Nie możemy Ci nic powidzieć musi to zrobić Luke.-powiedział blondyn.
-Mów za siebie Horan.-powiedział blązowooki.
-Malik wiesz,że musi jej to powiedzieć Luk lub Liam.
-No i co z tego?Chce wyjaśnień to jej je dam.
-Wiesz,że Luke nie będzie zadowolony z twojej decyzji?-rozmawiali ze sobą.
-Nie obchodzi mnie to.Nic mi nie zrobi bo Anastazja jest mi pisana.
-Nie zapominaj,ż jest również pisana Luke'owi.-słuchałam ich i nie wiedziałam o co im chodzi.
-Co znaczy,że jestem pisana albo tobie albo Luke'owi?O co chodzi?-zapytałam.Spojrzeli się na mnie.
-Anastazjo chodzi o to..
-Malik jeśli to powiesz Luke Ci ni wybaczy. Wiesz o tym?-przerwał mu Niall warknięciem.
-Mam to w dupie!Ma prawo wiedzieć do chuja!-krzyknął,aż podskoczyłam ze strachu.-Przepraszam.Chodzi o to,że każdy z nas ma swoją księgę,w której jest pisane kto jest komu pisany.
Jesteśmy aniołami.To znaczy ja i Aaron jesteśmy upadłymi, a Niall i Luke to białe anioły.-spojrzałam się na niego.
-Robisz sobie ze mnie jaja?!-zapytałam prychając.
-Chodz pokaże Ci.Wiedziałem,że tak będzie-zdjął bluzkę i zaraz zobaczyłam z jego barków wyrastające skrzydła. Podeszłam do niego i dotknęłam skrzydeł opuszkami palców.Wzdrygnął się.
-Przepraszam.-powiedziałam zerkając w jego oczy.
-Nic się nie stało.Poprostu nikt nigdy nie dotykał moich skrzydeł.Jesteś pierwsza,której na to pozwoliłem.-uśmiechnęłam się delikatnie.Znowu dotknęłam skrzydeł.Podtknęłam się i prawie bym upadła gdyby nie ręce Zayn'a.Przyciągnął mnie do siebie,a skrzydłami objął mnie tak samo jak rękami.Uśmiechnęłam się.Ale zaraz odsunął się ode mnie.Wyciągnęłam do nigo ręke i złapałam go.
-Zayn co sie stało?-zapytałam patrząc na jego twarz.
-Poprostu nie mogę.-powiedział.Przybliżyłam się do niego i wtuliłam w szyję.Przyciągnął mnie bliżej
siebie.-Kiedy jestem blisko Ciebie czuję się dopełniony,ale nie mogę Cie trzymać przy sobi bo to si zle skończy.-szepnął mi na ucho.Poczułam,że ściska mocniej swoje palce na moim ciele.
-Zee to boli.-Powiedziałam, a on szybko ode mnie odskoczył.Schował skrzydła,wziął bluzkę i wyszedł na zewnątrz.Podeszłam do Niall'a.
-Co mu się stało?-zapytałam zakłopotana.
-Jak już mówił jesteś jemu jak i Luke'owi pisana. To zależy od Ciebie kogo wybierzesz.-usiadłam obok niego.
-Niall mogę no wiesz...
-Zobaczyć moje skrzydła?
-Tak.
-Nie powinienem,ale dobrze. wstał,zdjął bluzkę i pokazał je..Podeszłam do niego i dotknęłam ich opuszkami palców.Uśmiechnęłam się.Były białe jak śnieg.
-Są piękne.-Niall sie usmiechnął,a po chwili schował skrzydła i założył bluzkę.Usiadł.
-Powinnaś już iść spać.-usłyszałam Zayn'a.Wstałam i chciałam coś powiedzieć mu,ale Niall mi przeszkodził.
-Idz.Powinnaś odpocząć.Dużo się dzisiaj wydarzyło.Idz.-powiedział.Wstał i pocałował mnie w czoło.Skierowałam się do pokoju,ale musiałam przejść obok Zee. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku.Poszłam do pokoju,położyłam się i zaczełam myśleć nad dzisiejszym dniem.Moja mama i siostra,a raczej nieznane mi osoby umarły,ale je kochałam.Spadła mi łza na poduszkę.Elizabet zajmowała się mną od 16 lat.Luke jest aniołem wraz z Niall'em,Zayn'em i Aaron'em.To kim są Harry i Louis? Nie wiem nie mam pojęcia.Jutro bedę musiała się dowiedzieć.To wszystko mnie przerastało.Po jakimś czasie i rozmyślaniu o dzisiejszym dniu zasnęłam...
..........................................................................
No to mamy następny rozdział :) Słucham właśnie One Direction-Steal My Girl.
Wiecie jak mnie plecy bolą? Ychh nie da się wytrzymać. Podoba Wam się
następny rozdział moi kochani? Następny rozdział napiszę jak będzie
przynajmniej z 5 komentarzy. Bo nie wiem czy się podoba.
Wcześniej pisaliście,a teraz nic. Miłego wieczorku Kochani. <3
-Chodz do środka bo będziesz chora.-powiedział Zee.Weszłam raze z nimi Niall'em do domu.
-A wy mi wytłumaczycie co się dzieje?-zapytałam. Usiedliśmy na sofie.Westchneli.
-Nie możemy Ci nic powidzieć musi to zrobić Luke.-powiedział blondyn.
-Mów za siebie Horan.-powiedział blązowooki.
-Malik wiesz,że musi jej to powiedzieć Luk lub Liam.
-No i co z tego?Chce wyjaśnień to jej je dam.
-Wiesz,że Luke nie będzie zadowolony z twojej decyzji?-rozmawiali ze sobą.
-Nie obchodzi mnie to.Nic mi nie zrobi bo Anastazja jest mi pisana.
-Nie zapominaj,ż jest również pisana Luke'owi.-słuchałam ich i nie wiedziałam o co im chodzi.
-Co znaczy,że jestem pisana albo tobie albo Luke'owi?O co chodzi?-zapytałam.Spojrzeli się na mnie.
-Anastazjo chodzi o to..
-Malik jeśli to powiesz Luke Ci ni wybaczy. Wiesz o tym?-przerwał mu Niall warknięciem.
-Mam to w dupie!Ma prawo wiedzieć do chuja!-krzyknął,aż podskoczyłam ze strachu.-Przepraszam.Chodzi o to,że każdy z nas ma swoją księgę,w której jest pisane kto jest komu pisany.
Jesteśmy aniołami.To znaczy ja i Aaron jesteśmy upadłymi, a Niall i Luke to białe anioły.-spojrzałam się na niego.
-Robisz sobie ze mnie jaja?!-zapytałam prychając.
-Chodz pokaże Ci.Wiedziałem,że tak będzie-zdjął bluzkę i zaraz zobaczyłam z jego barków wyrastające skrzydła. Podeszłam do niego i dotknęłam skrzydeł opuszkami palców.Wzdrygnął się.
-Przepraszam.-powiedziałam zerkając w jego oczy.
-Nic się nie stało.Poprostu nikt nigdy nie dotykał moich skrzydeł.Jesteś pierwsza,której na to pozwoliłem.-uśmiechnęłam się delikatnie.Znowu dotknęłam skrzydeł.Podtknęłam się i prawie bym upadła gdyby nie ręce Zayn'a.Przyciągnął mnie do siebie,a skrzydłami objął mnie tak samo jak rękami.Uśmiechnęłam się.Ale zaraz odsunął się ode mnie.Wyciągnęłam do nigo ręke i złapałam go.
-Zayn co sie stało?-zapytałam patrząc na jego twarz.
-Poprostu nie mogę.-powiedział.Przybliżyłam się do niego i wtuliłam w szyję.Przyciągnął mnie bliżej
siebie.-Kiedy jestem blisko Ciebie czuję się dopełniony,ale nie mogę Cie trzymać przy sobi bo to si zle skończy.-szepnął mi na ucho.Poczułam,że ściska mocniej swoje palce na moim ciele.
-Zee to boli.-Powiedziałam, a on szybko ode mnie odskoczył.Schował skrzydła,wziął bluzkę i wyszedł na zewnątrz.Podeszłam do Niall'a.
-Co mu się stało?-zapytałam zakłopotana.
-Jak już mówił jesteś jemu jak i Luke'owi pisana. To zależy od Ciebie kogo wybierzesz.-usiadłam obok niego.
-Niall mogę no wiesz...
-Zobaczyć moje skrzydła?
-Tak.
-Nie powinienem,ale dobrze. wstał,zdjął bluzkę i pokazał je..Podeszłam do niego i dotknęłam ich opuszkami palców.Uśmiechnęłam się.Były białe jak śnieg.
-Są piękne.-Niall sie usmiechnął,a po chwili schował skrzydła i założył bluzkę.Usiadł.
-Powinnaś już iść spać.-usłyszałam Zayn'a.Wstałam i chciałam coś powiedzieć mu,ale Niall mi przeszkodził.
-Idz.Powinnaś odpocząć.Dużo się dzisiaj wydarzyło.Idz.-powiedział.Wstał i pocałował mnie w czoło.Skierowałam się do pokoju,ale musiałam przejść obok Zee. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku.Poszłam do pokoju,położyłam się i zaczełam myśleć nad dzisiejszym dniem.Moja mama i siostra,a raczej nieznane mi osoby umarły,ale je kochałam.Spadła mi łza na poduszkę.Elizabet zajmowała się mną od 16 lat.Luke jest aniołem wraz z Niall'em,Zayn'em i Aaron'em.To kim są Harry i Louis? Nie wiem nie mam pojęcia.Jutro bedę musiała się dowiedzieć.To wszystko mnie przerastało.Po jakimś czasie i rozmyślaniu o dzisiejszym dniu zasnęłam...
..........................................................................
No to mamy następny rozdział :) Słucham właśnie One Direction-Steal My Girl.
Wiecie jak mnie plecy bolą? Ychh nie da się wytrzymać. Podoba Wam się
następny rozdział moi kochani? Następny rozdział napiszę jak będzie
przynajmniej z 5 komentarzy. Bo nie wiem czy się podoba.
Wcześniej pisaliście,a teraz nic. Miłego wieczorku Kochani. <3
środa, 8 lipca 2015
Rozdział 8
Zobaczyłem chłopaków siedzących na sofie.
-Kiedy zamierzasz jej o tym wszystkim powiedzieć-zapytał Niall ledwo co usiadłem a już pytania.
-Nie wiem.Dzwoniliście do Liam'a?
-Tak ma przyjechać jak najszybciej tylko będzie mógł.-powiedział Lou.
-Okey.Horan dasz radę znalezść Matt'a?
-Jasne dla Ciebie wszystko Maliczku.-uśmiechnąłem się do niego.
-No ja myślę.-podszedł do laptopa i zaczął szukać.Ja rozmawiałem cały czas z resztą chłopaków o tym jak mam powiedzieć to Anastazji kim jesteśmy, ale musi jej to powiedzieć Luke razem ze mną.
-Znalazłem!-krzyknął Horan.-Jest w Cambrige w tym starym opuszczonym budynku na ulicy Green Street.-podeszliśmy do niego.
-Wiem gdzie to jest.-powiedział Harry.
-No to jedzcie tam.-powiedziałem.-Jak co jesteśmy w kontakcie.-wyszli.
-Zayn może pójdziesz się położyć? Odpocznij a ja się tu wszystkim zajmę.
-Nie jest dobrze.
-To idz sprawdz co z Anastazją.-powiedział i się lekko uśmiechnął. Poszedłem do góry i weszłem do pokoju.Na łóżku jej nie było.Wystraszyłem się. Spojrzałem się na parapet siedziała tam. Dzięki Bogu.
-Anastazjo?-podeszłem bliżej.
-Jeśli będziesz mi mówił co mam robić to lepiej się zamknij.-powiedziała wycierając łzy.Odgarnąłem jej włosy za ucho i przyłożyłem swoje usta do jej czoła.Oparłem czoło o jej i chwilę tak stałem z zamkniętymi oczmi.Odtworzyłem oczy i spojrzałem się w jej oczy.Zobaczyłem,że kolor jej oczu się zmienił.Odsunąłem się kawałeczek i spojrzałem jeszcze raz w jej oczy.Znowu były innego koloru. Były takie niebieskie. Chyba tak.Zmarszczyłem brwi.Do pokoju wszedł Niall.Spojrzał się na nas i zrobił zaskoczoną minę. Podszedł do Anastazji.Ujął jej głowe w swoje dłonie i spojrzał w jej oczy.
-Zayn ona jest silniejsza niż sądziliśmy.
-O czym wy mówicie?-zapytała nie wiedząc o co chodzi.
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.-powiedziałem.
-O co tu do cholery chodzi!?Czemu nie wiem o co chodzi?!-krzyczała.
-Uspokój się Anastazja.-powiedział Niall.
-Dajcie mi wszyscy święty spokój!-krzyknęła.
Oczami Anastazji
-Nie dość,że moja cała rodzina nie żyje to jeszcze do cholery nikt mi nie chce nic powiedzieć!-krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.Pobiegłam na taras. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem.Oparłam się o barierk i zaczełam płakać.
-Ana?-usłyszałam męski głos.Podniosłam wzrok i zobaczyłam Luke'a.
-Luke.-uśmiechnęłam się.Podszedł do mnie.
-Aniołku-odgarnął mi włosy za ucho.-Jesteś kimś więcej niż tylko człowiekiem.-zmarszczyłam brwi.
-O co tu chodzi? Jak to "więcej niż człowiek"?Luke wytłumacz mi.
-Aniołku wytłumaczę Ci wszystko tylko nie dzisiaj.
-Luke?-usłyszałam Zayn'a.
-Zayn dziękuje,że się nią opiekujesz-spojrzał się na mnie-Conor dostanie ode mnie nauczkę.Obiecuję.Opiekuj się nią.Muszę już iść-obrócił się do mnie.-Aniołku wiedz,że jestem cały czas przy tobie i chłopaki są.Zaufaj im.-spojrzał się na Niall'a i Zayn'a.-Powiem Ci,że masz brata.
-Co?Jak to?! Przecież miałam tylko siostrę.-powiedziałam zdziwiona.-Ale już jej nie ma-łkałam.
-Aniołku twój brat przyjedzie do Ciebie jak najszybciej będzie umiał.Ma na imię Liam.Szukał Cię 16lat bo zostaliście rozdzieleni kiedy byliście niemowlętami w sumie to ty bo Liam Cię pamięta.I zostałaś w rodzinie zastępczej Elizabet nie była twoją mamą.Twoji prawdziwi rodzice żyją,ale nie chcieli by Ci się coś złego stało dlatego oddali Cię El.-miałam łzy w oczach.Żyję cały czas w kłamstwie.
-Jak to?
-Aniołku-powiedział Luke'i i mnie przytulił.-Przepraszam,że Ci wcześniej tego nie mówiłe,ale nie chciałem niepotrzebnie Cię w kłopoty wprawić.
-Cały czas jestem okłamywana nawet przez najbliższe mi osoby.Czemu mi nie powiedziałeś prawdy?!-krzyczałam na niego i zaczełam bić pięściami po jego klatce piersiowej-Ijak wogóle tutaj jesteś przecież nieżyjesz.-powiedziałam patrząc w jego oczy.
-Anastazja jutro Ci wszystko wyjaśnie.Muszę już iść.
-Tak najlepiej odejść bez kurwa żadnego wyjaśnienia.-krzykęłam wściekła.Chciał pocałować mnie w czoło,ale się odsunełam.
-Do jutra Aniołku.-szepnął mi na ucho.I po chwili już go nie było.Upadłam na kolana.
-Ty dupku nawt nie umiesz wytłumaczyć mi co się dzieje!-krzykęłam w niebo.
-Anastazja już dobrze.-usłyszałam Zayn'a.Wtuliłam się w niego...
............................................................................
Mam nadzieję,że się podoba. Jak się podoba zostawcie po sobie komentzarz.
Dla was to tylko chwila,a u mnie wywołuje uśmiech na twarzy.
Kocham Was <3
-Kiedy zamierzasz jej o tym wszystkim powiedzieć-zapytał Niall ledwo co usiadłem a już pytania.
-Nie wiem.Dzwoniliście do Liam'a?
-Tak ma przyjechać jak najszybciej tylko będzie mógł.-powiedział Lou.
-Okey.Horan dasz radę znalezść Matt'a?
-Jasne dla Ciebie wszystko Maliczku.-uśmiechnąłem się do niego.
-No ja myślę.-podszedł do laptopa i zaczął szukać.Ja rozmawiałem cały czas z resztą chłopaków o tym jak mam powiedzieć to Anastazji kim jesteśmy, ale musi jej to powiedzieć Luke razem ze mną.
-Znalazłem!-krzyknął Horan.-Jest w Cambrige w tym starym opuszczonym budynku na ulicy Green Street.-podeszliśmy do niego.
-Wiem gdzie to jest.-powiedział Harry.
-No to jedzcie tam.-powiedziałem.-Jak co jesteśmy w kontakcie.-wyszli.
-Zayn może pójdziesz się położyć? Odpocznij a ja się tu wszystkim zajmę.
-Nie jest dobrze.
-To idz sprawdz co z Anastazją.-powiedział i się lekko uśmiechnął. Poszedłem do góry i weszłem do pokoju.Na łóżku jej nie było.Wystraszyłem się. Spojrzałem się na parapet siedziała tam. Dzięki Bogu.
-Anastazjo?-podeszłem bliżej.
-Jeśli będziesz mi mówił co mam robić to lepiej się zamknij.-powiedziała wycierając łzy.Odgarnąłem jej włosy za ucho i przyłożyłem swoje usta do jej czoła.Oparłem czoło o jej i chwilę tak stałem z zamkniętymi oczmi.Odtworzyłem oczy i spojrzałem się w jej oczy.Zobaczyłem,że kolor jej oczu się zmienił.Odsunąłem się kawałeczek i spojrzałem jeszcze raz w jej oczy.Znowu były innego koloru. Były takie niebieskie. Chyba tak.Zmarszczyłem brwi.Do pokoju wszedł Niall.Spojrzał się na nas i zrobił zaskoczoną minę. Podszedł do Anastazji.Ujął jej głowe w swoje dłonie i spojrzał w jej oczy.
-Zayn ona jest silniejsza niż sądziliśmy.
-O czym wy mówicie?-zapytała nie wiedząc o co chodzi.
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.-powiedziałem.
-O co tu do cholery chodzi!?Czemu nie wiem o co chodzi?!-krzyczała.
-Uspokój się Anastazja.-powiedział Niall.
-Dajcie mi wszyscy święty spokój!-krzyknęła.
Oczami Anastazji
-Nie dość,że moja cała rodzina nie żyje to jeszcze do cholery nikt mi nie chce nic powiedzieć!-krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.Pobiegłam na taras. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem.Oparłam się o barierk i zaczełam płakać.
-Ana?-usłyszałam męski głos.Podniosłam wzrok i zobaczyłam Luke'a.
-Luke.-uśmiechnęłam się.Podszedł do mnie.
-Aniołku-odgarnął mi włosy za ucho.-Jesteś kimś więcej niż tylko człowiekiem.-zmarszczyłam brwi.
-O co tu chodzi? Jak to "więcej niż człowiek"?Luke wytłumacz mi.
-Aniołku wytłumaczę Ci wszystko tylko nie dzisiaj.
-Luke?-usłyszałam Zayn'a.
-Zayn dziękuje,że się nią opiekujesz-spojrzał się na mnie-Conor dostanie ode mnie nauczkę.Obiecuję.Opiekuj się nią.Muszę już iść-obrócił się do mnie.-Aniołku wiedz,że jestem cały czas przy tobie i chłopaki są.Zaufaj im.-spojrzał się na Niall'a i Zayn'a.-Powiem Ci,że masz brata.
-Co?Jak to?! Przecież miałam tylko siostrę.-powiedziałam zdziwiona.-Ale już jej nie ma-łkałam.
-Aniołku twój brat przyjedzie do Ciebie jak najszybciej będzie umiał.Ma na imię Liam.Szukał Cię 16lat bo zostaliście rozdzieleni kiedy byliście niemowlętami w sumie to ty bo Liam Cię pamięta.I zostałaś w rodzinie zastępczej Elizabet nie była twoją mamą.Twoji prawdziwi rodzice żyją,ale nie chcieli by Ci się coś złego stało dlatego oddali Cię El.-miałam łzy w oczach.Żyję cały czas w kłamstwie.
-Jak to?
-Aniołku-powiedział Luke'i i mnie przytulił.-Przepraszam,że Ci wcześniej tego nie mówiłe,ale nie chciałem niepotrzebnie Cię w kłopoty wprawić.
-Cały czas jestem okłamywana nawet przez najbliższe mi osoby.Czemu mi nie powiedziałeś prawdy?!-krzyczałam na niego i zaczełam bić pięściami po jego klatce piersiowej-Ijak wogóle tutaj jesteś przecież nieżyjesz.-powiedziałam patrząc w jego oczy.
-Anastazja jutro Ci wszystko wyjaśnie.Muszę już iść.
-Tak najlepiej odejść bez kurwa żadnego wyjaśnienia.-krzykęłam wściekła.Chciał pocałować mnie w czoło,ale się odsunełam.
-Do jutra Aniołku.-szepnął mi na ucho.I po chwili już go nie było.Upadłam na kolana.
-Ty dupku nawt nie umiesz wytłumaczyć mi co się dzieje!-krzykęłam w niebo.
-Anastazja już dobrze.-usłyszałam Zayn'a.Wtuliłam się w niego...
............................................................................
Mam nadzieję,że się podoba. Jak się podoba zostawcie po sobie komentzarz.
Dla was to tylko chwila,a u mnie wywołuje uśmiech na twarzy.
Kocham Was <3
poniedziałek, 6 lipca 2015
Rozdział 7
-Chłopaki ciszej trochę bo Anastazja śpi.-powiedziałem.
-Gdzie zanieść ciuchy?-zapytał Louis.
-Niech Niall zaniesie wszystkie jej rzeczy do garderoby, a ty do mojego pokoju rzeczy,które są potrzebne do łazienki tylko masz być cicho.A Niall jeśli chcesz to wypakój ciuchy i poukładaj, a jak już nie będziesz mógł to zostaw ja się zajmę resztą.
-Jasne,że wypakuje Anastazji ciuchy, jak co zostawie Ci jak już nie będę mógł.
-Jasne Horan.-i już go nie było.Louis poszedł do auta Niall'a po rzeczy Anastazji. Ja wraz z Harry'm i Aaron'em skierowaliśmy się do kuchni.
-Chcesz coś do picia?-zapytałem Hazz.
-Tak poproszę wody.-Aaron'a się nie pytałem bo mieszka ze mną więc może sobie sam nalać.
-A brata to już nie zapytasz?-zapytał Aaron.
-A po co mam Cię pytać? Mieszkasz przecież ze mną braciszku.-podszedłem do niego i poczochrałem mu włosy.
-Ej-powiedział oburzony.-Robiłem tą fryzurę dość długo debilu.-powiedział. Przewróciłem oczami i nalałem soku do szklanki.
-Masz i się ciesz.-dałem mu szklank z cieczą. Usłyszałem,że ktoś schodzi po schodach. Zobaczyłem w drzwiach Anastazję. Uśmiechnąłem się do niej.
-To ty mnie przebrałeś?-zapytała.
-Tak.Zrobiłem Ci coś?-podeszłem bliżej niej.
-Nie.Tylko chciałem wiedzieć.
-Chcesz coś do picia?
-Chętnie się napiję.Harry gdzie reszta?
-Niall rozkłada Ci ciuchy w garderobie, a Lou..
-Tak tak widziałam go. Nic wam nie jest?
-Nie nic.-powiedział Harry.Podałem jej szklankę.
-A widziałeś moją mamę i Eveline?-zapytała pijąc sok.
-Nie niestety nie wiem co się z nimi stało.-odpowiedział zakłopotany.Usiadła koło Aaron'a. Zobaczyłem,że zaraz zacznie płakać.
-Czyli nie...-przełknęła ślinę.-Nie-ee-e ż-ż-żyją?-zapytała łamiącym się głosem.Wszyscy milczeliśmy nie wiedzieliśmy co jej powiedzieć.-Nie.Proszę powiedzcie... Nie.-powiedziała z niedowierzaniem.Upadła na ziemię.Zaczeła głośno płakać.-Nie.Proszę to nie może być prawda.-chlipała.Podeszłem do niej i tak samo upadłem na kolana obok niej i objąłem.-Nie!-krzyczała cały czas.Nie mogłem jej uspokoić, chłopaki na to wszystko patrzyli zamiast mi pomóc. Cioty. Nie widzą,że sobie nie radzę z jej uspokojeniem to jeszcze będą stać jak kołki.
-Cichutko Ana będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze!Straciłam ostatnie bliskie mi osoby. Nie mam nikogo.-szepnęła.-Jestem sama.-łkała.
-Anastazja masz teraz mnie i chłopaków możesz na nas liczyć-powiedziałem do jej ucha.Cały czas płakała.Gładziłem ją po plecach.Poczułem,że robi się strasznie lekka.Spojrzałem na chłopaków.
-Zemdlała.-powiedział Niall.-Zayn powiesz jej,że ma brata?-zapytał.Wziąłem dziewczyne na ręce.
-Jeszcze nie teraz Niall.Jeszcze nie teraz. Dajcie mu znać,że jest z nami bo wiem,że ją bardzo długo szukał.-powiedziałem i poszedłem do góry. Weszłem do pokoju. Położyłem ją na łóżk. Ona była piękna.Uśmiechnąłem się pod nosem.Pogłaskałem jej policzek i odgarnąłem włosy z czoła. Wyszedłem z pokoju..
...................................................................................
Przepraszam,że wczoraj nie napisałam rozdziałów,ale byłam tam i tu
i nie miałam kiedy wstawić więc wstawiam dzisiaj. Mam nadzieję,że
podoba się :)
-Gdzie zanieść ciuchy?-zapytał Louis.
-Niech Niall zaniesie wszystkie jej rzeczy do garderoby, a ty do mojego pokoju rzeczy,które są potrzebne do łazienki tylko masz być cicho.A Niall jeśli chcesz to wypakój ciuchy i poukładaj, a jak już nie będziesz mógł to zostaw ja się zajmę resztą.
-Jasne,że wypakuje Anastazji ciuchy, jak co zostawie Ci jak już nie będę mógł.
-Jasne Horan.-i już go nie było.Louis poszedł do auta Niall'a po rzeczy Anastazji. Ja wraz z Harry'm i Aaron'em skierowaliśmy się do kuchni.
-Chcesz coś do picia?-zapytałem Hazz.
-Tak poproszę wody.-Aaron'a się nie pytałem bo mieszka ze mną więc może sobie sam nalać.
-A brata to już nie zapytasz?-zapytał Aaron.
-A po co mam Cię pytać? Mieszkasz przecież ze mną braciszku.-podszedłem do niego i poczochrałem mu włosy.
-Ej-powiedział oburzony.-Robiłem tą fryzurę dość długo debilu.-powiedział. Przewróciłem oczami i nalałem soku do szklanki.
-Masz i się ciesz.-dałem mu szklank z cieczą. Usłyszałem,że ktoś schodzi po schodach. Zobaczyłem w drzwiach Anastazję. Uśmiechnąłem się do niej.
-To ty mnie przebrałeś?-zapytała.
-Tak.Zrobiłem Ci coś?-podeszłem bliżej niej.
-Nie.Tylko chciałem wiedzieć.
-Chcesz coś do picia?
-Chętnie się napiję.Harry gdzie reszta?
-Niall rozkłada Ci ciuchy w garderobie, a Lou..
-Tak tak widziałam go. Nic wam nie jest?
-Nie nic.-powiedział Harry.Podałem jej szklankę.
-A widziałeś moją mamę i Eveline?-zapytała pijąc sok.
-Nie niestety nie wiem co się z nimi stało.-odpowiedział zakłopotany.Usiadła koło Aaron'a. Zobaczyłem,że zaraz zacznie płakać.
-Czyli nie...-przełknęła ślinę.-Nie-ee-e ż-ż-żyją?-zapytała łamiącym się głosem.Wszyscy milczeliśmy nie wiedzieliśmy co jej powiedzieć.-Nie.Proszę powiedzcie... Nie.-powiedziała z niedowierzaniem.Upadła na ziemię.Zaczeła głośno płakać.-Nie.Proszę to nie może być prawda.-chlipała.Podeszłem do niej i tak samo upadłem na kolana obok niej i objąłem.-Nie!-krzyczała cały czas.Nie mogłem jej uspokoić, chłopaki na to wszystko patrzyli zamiast mi pomóc. Cioty. Nie widzą,że sobie nie radzę z jej uspokojeniem to jeszcze będą stać jak kołki.
-Cichutko Ana będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze!Straciłam ostatnie bliskie mi osoby. Nie mam nikogo.-szepnęła.-Jestem sama.-łkała.
-Anastazja masz teraz mnie i chłopaków możesz na nas liczyć-powiedziałem do jej ucha.Cały czas płakała.Gładziłem ją po plecach.Poczułem,że robi się strasznie lekka.Spojrzałem na chłopaków.
-Zemdlała.-powiedział Niall.-Zayn powiesz jej,że ma brata?-zapytał.Wziąłem dziewczyne na ręce.
-Jeszcze nie teraz Niall.Jeszcze nie teraz. Dajcie mu znać,że jest z nami bo wiem,że ją bardzo długo szukał.-powiedziałem i poszedłem do góry. Weszłem do pokoju. Położyłem ją na łóżk. Ona była piękna.Uśmiechnąłem się pod nosem.Pogłaskałem jej policzek i odgarnąłem włosy z czoła. Wyszedłem z pokoju..
...................................................................................
Przepraszam,że wczoraj nie napisałam rozdziałów,ale byłam tam i tu
i nie miałam kiedy wstawić więc wstawiam dzisiaj. Mam nadzieję,że
podoba się :)
sobota, 4 lipca 2015
Rozdział 6
Perspektywa Zayn'a
Spojrzałem na Anastazję. Myślała nad czymś, a do tego łkała. Nie lubie kiedy tak piękna istota płacze, ale się nie odzywałem. Mam nadzieję, że Aaron ich wyprowadził, a jeśli nie... to Ana będzie zdruzgotana. Z moich przemyśleń wyrwał mnie telefon.Nie patrzyłem na wyświetlacz tylko odebrałem go szybko bo Anastazja spała i nie chciałm jej budzić.
-Malik.-warknąłem.
-Hej stary z Anastazją wszystko dobrze?-zapytał Niall.
-Tak. Zasneła właśnie, a co z resztą?
-Z nimi wszystko ok, ale z Elizabet i Eveline już nie tak dobrze.-powiedział.
-Co ty pieprzysz do cholery Horan?!Przecież Anastazja się załamie.
-Przykro mi. I wiem kto spowodował ten wybuch.
-No to mów.
-Twój starszy brat razem z Conor'em i Katerine.
-Pierdolisz?!-powiedziałem chyba zbyt głośno bo Ana się poruszyła.
-Nie.
-Czyli Conor, Katerine i Matt to zorganizowali? Teraz widzę, że Luke chciał ją zabić, a nie ochronić bo gdyby chciał ją chronić.-spojrzałem się na dziewczynę.-To by nie pozwolił Conor'owi jej pilnować.
-Zayn dobrze wiesz, że Luke chciał dla niej jak najlepiej, a ufał Conor'owi bo nie był jeszcze tym kim jest teraz. Pamiętaj, że przed tym wypadkiem Conor był aniołem jasności.
-Luke mógł mi zaufać lub któremuś z Was, a nie temu gnojowi.
-Wiem Malik,wiem.Gdzie już jesteś?
-Zaraz będę dojeżdżał,a wy gdzie?
-Jedziemy do domu Anastazji by zabrać jej ciuchy. Jej mama przed śmiercią dała nam klucze i powiedziała,że w jej gabinecie jest ta księga,mamy ją pilnować i dobrze opiekować.(jak mi się zrymowało xD) Nie pozwolić by dostała się w ręce Matt'a oraz poimformować jej brata o tym wypadku.-uśmiechnąłem się delikatnie.
-Dobrze. Spakujcie jej rzeczy i wezcie tą księge będzie trzeba jej wszystko wyjaśnić. Macie jak najszybciej do mnie przyjechać.
-Jasne. Nara Maliczku.
-Nara Horanku.-zaśmiałem się pod nosem.Rozłączyłem się. Zaparkowałem przed domem. Wysiadłem z auta i odtworzyłem drzwi od strony pasażera i delikatnie wyjąłem Anastazję z jego wnętrza.
-Zayn?-zapytała.
-Cichutko.-szepnąłem jej na ucho.Wtuliła się we mnie. Wyjąłem klucze i odtworzyłem drzwi(nie wiem jak to zrobił xD) zapaliłem światło i zacząłem kierować się w stronę schodów do mojego pokoju. Kopnąłem lekko drzwi i weszłem do środka. Anastazję położyłem na łóżku. Zacząłem zdejmować jej buty, które położyłem obok łóżka.Wstałem i podeszłem do szafy wyjąłem z niej koszule białą(nie wiem czemu białą))Usiadłem znowu na łóżku i zacząłem zdejmować z niej spodnie. Podniosłem lekko jej biodra do góry i zacząłem je zsuwać z drobnego ciała Anastazji. Przygryzłem wargę. Zdjąłem z niej bluzkę. Teraz leżała przede mną w samej bieliznie.Dotknąłem jej brzucha i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Po chwili się otrząsnąłem bo nie chciałem zrobić jej krzywdy i założyłem na jej ciało moją koszulę, ślicznie w niej wyglądała. Włosy opadały na poduszkę. Ychhh jak ja bym ją schrupał, ale obiecałem, że jej nie dotknę. Przykryłem ją pościelą i chciałem wyjść, ale jeszcze się obróciłem i spojrzałem na jej twarz. Oczy miała napuchnięte od płaczu.
-Obiecuję,że będę się tobą opiekował jak najlepiej będę umiał. Krzywdy Ci z chłopakami nie pozwolimy zrobić.-szepnąłem.Wyszedłem z pokoju. Drzwi zostawiłem lekko uchylone. Usłyszłem z dołu chałas. Zobaczyłem chłopaków....
...............................................................................
To na dzisiaj tyle jutro postaram dodać rozdział trochę wcześniej.
Dziękuje,że ktoś go czyta jestem szczęśliwa,że komuś się podoba.
Do jutra masie :*
Spojrzałem na Anastazję. Myślała nad czymś, a do tego łkała. Nie lubie kiedy tak piękna istota płacze, ale się nie odzywałem. Mam nadzieję, że Aaron ich wyprowadził, a jeśli nie... to Ana będzie zdruzgotana. Z moich przemyśleń wyrwał mnie telefon.Nie patrzyłem na wyświetlacz tylko odebrałem go szybko bo Anastazja spała i nie chciałm jej budzić.
-Malik.-warknąłem.
-Hej stary z Anastazją wszystko dobrze?-zapytał Niall.
-Tak. Zasneła właśnie, a co z resztą?
-Z nimi wszystko ok, ale z Elizabet i Eveline już nie tak dobrze.-powiedział.
-Co ty pieprzysz do cholery Horan?!Przecież Anastazja się załamie.
-Przykro mi. I wiem kto spowodował ten wybuch.
-No to mów.
-Twój starszy brat razem z Conor'em i Katerine.
-Pierdolisz?!-powiedziałem chyba zbyt głośno bo Ana się poruszyła.
-Nie.
-Czyli Conor, Katerine i Matt to zorganizowali? Teraz widzę, że Luke chciał ją zabić, a nie ochronić bo gdyby chciał ją chronić.-spojrzałem się na dziewczynę.-To by nie pozwolił Conor'owi jej pilnować.
-Zayn dobrze wiesz, że Luke chciał dla niej jak najlepiej, a ufał Conor'owi bo nie był jeszcze tym kim jest teraz. Pamiętaj, że przed tym wypadkiem Conor był aniołem jasności.
-Luke mógł mi zaufać lub któremuś z Was, a nie temu gnojowi.
-Wiem Malik,wiem.Gdzie już jesteś?
-Zaraz będę dojeżdżał,a wy gdzie?
-Jedziemy do domu Anastazji by zabrać jej ciuchy. Jej mama przed śmiercią dała nam klucze i powiedziała,że w jej gabinecie jest ta księga,mamy ją pilnować i dobrze opiekować.(jak mi się zrymowało xD) Nie pozwolić by dostała się w ręce Matt'a oraz poimformować jej brata o tym wypadku.-uśmiechnąłem się delikatnie.
-Dobrze. Spakujcie jej rzeczy i wezcie tą księge będzie trzeba jej wszystko wyjaśnić. Macie jak najszybciej do mnie przyjechać.
-Jasne. Nara Maliczku.
-Nara Horanku.-zaśmiałem się pod nosem.Rozłączyłem się. Zaparkowałem przed domem. Wysiadłem z auta i odtworzyłem drzwi od strony pasażera i delikatnie wyjąłem Anastazję z jego wnętrza.
-Zayn?-zapytała.
-Cichutko.-szepnąłem jej na ucho.Wtuliła się we mnie. Wyjąłem klucze i odtworzyłem drzwi(nie wiem jak to zrobił xD) zapaliłem światło i zacząłem kierować się w stronę schodów do mojego pokoju. Kopnąłem lekko drzwi i weszłem do środka. Anastazję położyłem na łóżku. Zacząłem zdejmować jej buty, które położyłem obok łóżka.Wstałem i podeszłem do szafy wyjąłem z niej koszule białą(nie wiem czemu białą))Usiadłem znowu na łóżku i zacząłem zdejmować z niej spodnie. Podniosłem lekko jej biodra do góry i zacząłem je zsuwać z drobnego ciała Anastazji. Przygryzłem wargę. Zdjąłem z niej bluzkę. Teraz leżała przede mną w samej bieliznie.Dotknąłem jej brzucha i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Po chwili się otrząsnąłem bo nie chciałem zrobić jej krzywdy i założyłem na jej ciało moją koszulę, ślicznie w niej wyglądała. Włosy opadały na poduszkę. Ychhh jak ja bym ją schrupał, ale obiecałem, że jej nie dotknę. Przykryłem ją pościelą i chciałem wyjść, ale jeszcze się obróciłem i spojrzałem na jej twarz. Oczy miała napuchnięte od płaczu.
-Obiecuję,że będę się tobą opiekował jak najlepiej będę umiał. Krzywdy Ci z chłopakami nie pozwolimy zrobić.-szepnąłem.Wyszedłem z pokoju. Drzwi zostawiłem lekko uchylone. Usłyszłem z dołu chałas. Zobaczyłem chłopaków....
...............................................................................
To na dzisiaj tyle jutro postaram dodać rozdział trochę wcześniej.
Dziękuje,że ktoś go czyta jestem szczęśliwa,że komuś się podoba.
Do jutra masie :*
Rozdział 5
Zobaczyłam Aaron'a.
-Zayn co ty odwalasz?-zapytał.
-Chcę chronić Anastazję.-wszyscy się na niego spojrzeli.
-Co?!-zapytał Conor.
-To co słyszałeś.-powiedział Zee.
-Zayn.-podszedł do niego Aaron.-Musimy pogadać.-powiedział oschle.Zee spojrzał się na mnie i pocałował w czoło.
-Jeszcze się spotkamy.-szepnął mi na ucho i pocałował w ramię. Spojrzałam się w jego oczy. Uśmiechnął się. Po chwili wyszedł razem z Aaron'em.
-Ana nie wolno Ci się zbliżać do niego.-powiedziała Eveline. Podeszła do mnie i chciała przytulić, alę się odsunełam.
-Czego wy chcecie od Zayn'a?! Przecież nic złego nie robi do cholery!-straciłam panowanie nad sobą.Conor podszedł kilka kroków do mnie i chciał dotknąć policzka.-Nie dotykaj mnie.-warknełam i wybiegłam z pomieszczenia.Kiedy spojrzałam w oczy Conor'a zobaczyłam coś dziwnego i to coś kazało mi uciekać od niego. Wpadłam na kogoś.Podniosłam wzrok i zobaczyłam Zayn'a. Przytuliłam się do niego. On zaraz przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Co się stało?-zapytał przejęty.
-Conor.-tylko tyle umiałam powiedzieć byłam zbyt przerażona.
-Zrobił Ci coś?
-Nie, ale zobaczyłam coś w jego oczach dziwnego i od razu uciekłam.-spóściłam wzrok.
-Anastazja? Spójrz na mnie.-podniosłam wzrok. Uśmiechnął się.-Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu.-powiedział i mocno mnie przytulił.
-Ana!-usłyszałam krzyk, a po chwili jedna z sal wybuchła. Zobaczyłam Aaron'a.-Uciekajcie!-krzyknął.Zayn złapał mnie za rękę i chciał uciekać.
-Zayn tam jest moja mama, siostra i chłopaki.
-Poradzą sobie.Musimy uciekać.-zaczął mnie ciągnąć do wyjścia. Wybiegliśmy, a po chwili szpital cały wybuchł.
-Zayn!-krzyknęłam. Leżałam na asfalcie obok samochodu.
-Ana jestem tu.-usłyszałam jego głos.
-Mamo!Eveline!Katerine!Chłopaki!-krzyczałam.- Nie to nie może sie dziać proszę niech to będzie zły sen.Powiedzcie że zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy.Zayn powiedz,że śnię że z nimi wszystko w porządku!-wtuliłam się w niego i zaczełam głośno płakać.
-Przykro mi. Na pewno wszystko z nimi w porządku.-głaskał mnie po włosach.
-Nie!-krzyknełam, oderwałam się od niego i chciałam wbiec do środka, ale przytrzymał mnie i zamknął kolejny raz w uścisku.
-Pojedziesz teraz ze mną.-szepnął na ucho. Miałam łzy w oczach.
-Skąd wiesz, że Ci ufam?-zapytałam.
-Wiem, że mi ufasz.-powiedział-Wsiadaj.-weszłam do środka auta. Poczułam ciepło ni to co na zewnątrz. Zayn obrzedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Spojrzałam na szpital. Cały czas się palił.Płakałam.Moja mama, Eveline, Katerine, i chłopaki nie żyją.Nie mogłam się uspokoić.Oddalaliśmy się od szpitala, a raczej resztek, które po nim zostały. Zayn powiedział, że wszystko z nimi dobrze, ale przecież szpital wybuchł, a oni wszyscy byli w środku. Nie wiem jak mi i mulatowi udało się wyjść z tego cało. Chociaż czuję,że jestem poobijana bo jak wybuch to mną zarzuciło. Bolą mnie wszystkie kończyny jakie mam. Moje przemyślenia przerwał sen...
.............................................................................................
Dzisiaj trochę opowiadania nie to co w poprzednich rozdziałach i krótki
ale zaraz idę pisać następny i będzie z innej perspektywy.
Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeśli możecie to zostawcie kom byłabym wdzięczna :*
-Zayn co ty odwalasz?-zapytał.
-Chcę chronić Anastazję.-wszyscy się na niego spojrzeli.
-Co?!-zapytał Conor.
-To co słyszałeś.-powiedział Zee.
-Zayn.-podszedł do niego Aaron.-Musimy pogadać.-powiedział oschle.Zee spojrzał się na mnie i pocałował w czoło.
-Jeszcze się spotkamy.-szepnął mi na ucho i pocałował w ramię. Spojrzałam się w jego oczy. Uśmiechnął się. Po chwili wyszedł razem z Aaron'em.
-Ana nie wolno Ci się zbliżać do niego.-powiedziała Eveline. Podeszła do mnie i chciała przytulić, alę się odsunełam.
-Czego wy chcecie od Zayn'a?! Przecież nic złego nie robi do cholery!-straciłam panowanie nad sobą.Conor podszedł kilka kroków do mnie i chciał dotknąć policzka.-Nie dotykaj mnie.-warknełam i wybiegłam z pomieszczenia.Kiedy spojrzałam w oczy Conor'a zobaczyłam coś dziwnego i to coś kazało mi uciekać od niego. Wpadłam na kogoś.Podniosłam wzrok i zobaczyłam Zayn'a. Przytuliłam się do niego. On zaraz przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Co się stało?-zapytał przejęty.
-Conor.-tylko tyle umiałam powiedzieć byłam zbyt przerażona.
-Zrobił Ci coś?
-Nie, ale zobaczyłam coś w jego oczach dziwnego i od razu uciekłam.-spóściłam wzrok.
-Anastazja? Spójrz na mnie.-podniosłam wzrok. Uśmiechnął się.-Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu.-powiedział i mocno mnie przytulił.
-Ana!-usłyszałam krzyk, a po chwili jedna z sal wybuchła. Zobaczyłam Aaron'a.-Uciekajcie!-krzyknął.Zayn złapał mnie za rękę i chciał uciekać.
-Zayn tam jest moja mama, siostra i chłopaki.
-Poradzą sobie.Musimy uciekać.-zaczął mnie ciągnąć do wyjścia. Wybiegliśmy, a po chwili szpital cały wybuchł.
-Zayn!-krzyknęłam. Leżałam na asfalcie obok samochodu.
-Ana jestem tu.-usłyszałam jego głos.
-Mamo!Eveline!Katerine!Chłopaki!-krzyczałam.- Nie to nie może sie dziać proszę niech to będzie zły sen.Powiedzcie że zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy.Zayn powiedz,że śnię że z nimi wszystko w porządku!-wtuliłam się w niego i zaczełam głośno płakać.
-Przykro mi. Na pewno wszystko z nimi w porządku.-głaskał mnie po włosach.
-Nie!-krzyknełam, oderwałam się od niego i chciałam wbiec do środka, ale przytrzymał mnie i zamknął kolejny raz w uścisku.
-Pojedziesz teraz ze mną.-szepnął na ucho. Miałam łzy w oczach.
-Skąd wiesz, że Ci ufam?-zapytałam.
-Wiem, że mi ufasz.-powiedział-Wsiadaj.-weszłam do środka auta. Poczułam ciepło ni to co na zewnątrz. Zayn obrzedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Spojrzałam na szpital. Cały czas się palił.Płakałam.Moja mama, Eveline, Katerine, i chłopaki nie żyją.Nie mogłam się uspokoić.Oddalaliśmy się od szpitala, a raczej resztek, które po nim zostały. Zayn powiedział, że wszystko z nimi dobrze, ale przecież szpital wybuchł, a oni wszyscy byli w środku. Nie wiem jak mi i mulatowi udało się wyjść z tego cało. Chociaż czuję,że jestem poobijana bo jak wybuch to mną zarzuciło. Bolą mnie wszystkie kończyny jakie mam. Moje przemyślenia przerwał sen...
.............................................................................................
Dzisiaj trochę opowiadania nie to co w poprzednich rozdziałach i krótki
ale zaraz idę pisać następny i będzie z innej perspektywy.
Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeśli możecie to zostawcie kom byłabym wdzięczna :*
piątek, 3 lipca 2015
Rozdział 4
-Hej jestem Harry.-powiedział loczek podchodząc do mnie i całując w czoło.
-Ja jestem Niall.-powiedział blondyn, a raczej farbowany tak mi się zdaje. Pocałował mni tak samo jak loczek w czoło.
-Louis.-powiedział szatyn w bluzsce w paski. Zrobił to samo co Niall i Hazz.
-Aaron-powiedział brunet podobny do Zayn'a, ale pewnie to tylko zbieg okoliczności.
-Miło mi was poznać chłopaki-powiedziałam delikatnie się uśmiechając. Usiedli na łóżku. Ja się podniosłam i usiadłam w siadzie skrzyżnym. Zaczeliśmy rozmawiać ze sobą o wszystkim po może 10 minutach przyszła mama z lekarzem.
-Dzień dobry Anastazjio jak się czujemy?-zapytał mżczyzna w białym fartuchu.
-Dobrze, ale słabo mi trochę-lekarz spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
-Jestem Rob-podał mi dłoń, którą ujełam. Był szatynem o niebieskich oczach.Spojrzał się na moją kartę tak myśle.-Jest dobrze.-powiedział-Wszystko jest w porządku, ale mogłabyś jeść troche więcej.-uśmiechnął się lekko.-Teraz odepne Cię od niepotrzebnych urządzeń.-zaczął mnie odpinać, zostawił tylko kilka.Zobaczyłam,że nie ma mamy.
-Zjedz córciu.-powiedziała podchodząc do mnie i dają mi bułkę.Zaczełam jeść, chłopaki robili głupie miny i o mało co nie poplułam przez nich Rob'a. Po chwili wyszedł z moją mamą, a ja skończyłam jeść i zostałam sama z chłopakami.
-Macie coś do picia?-zapytałam.
-Woda czy sok.-zaytał Aaron.
-Yyyy sok?-podał mi karton z sokiem.Napiłam się i położyłam go na szafce obok. Po chwili do pomieszczenia wszedł Conor.
-Gdzie masz Katerine?-zapytał Niall.
-Poszła zrobić sobi kawę.Zaraz przyjdzie.
-Jak tam?-zapytał spoglądając na wszystkie twarze w pomieszczeniu.
-Dobrze.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Wybuchliśmy śmiechem bo Louis zrobił głupią minę.
Conor si na nas spojrzał i lekko uśmiechnął.
-Debile. Z kim ja wogóle zadaję?-zaczął się śmiać.
-Ej uraziłeś nas.-powidział Louis i złapał się za serce robiąc przy tym smutną minkę.Zaczełam się śmiać z tej cioty. Wyglądał naprawdę prze komicznie.
-Chcesz.. bym.. zaśmiała.. się.. na.. śmierć-powiedziałam przez śmiech.
Lou podszedł do mnie i usiadł na łóżku.
-Oczywiście, że nie.-powiedział i się uśmiechnął.Pogłaskałam go po policzku.
-To co robimy?-zapytałam.
-Nudzi Ci się?-zapytał Lou. -Z nami? Pff.
-Nie chciałam urazić twojej dumy Lou.-powiedziałam chamując śmiech.
-Mam dla Ciebie nowinę.-powiedziała Eveline, która weszła do pokoju.Spojrzałam się na nią-Wychodzisz jutro z rana.
-Srio?
-Tak.
-To dobrze.-Eveline podeszła do mnie i przytuliła.-Ev?
-Tak mała?-zapytała.
-Nie będziesz już mnie tak traktować? Jak wroga? Tylko jak młodszą siostrę?-spojrzała się na mnie.
-Tak obiecuję,że się zmienię. Obiecuje siostrzyczko-miałyśmy łzy w oczach.-Będę Cię pilnować, będę robiła wszystko tylko żebyś nie czuła się odrzucana.Kocham Cie Ana.
-Też Cię kocham siostrzyczko.-odsuneła się ode mnie. Do pokoju weszła Katerine. Uśmiechneła się do nas.
-Przyniosłam Ci ciuchy.-powiedziała podając mi je.
-Dziękuje Kat.
-Iść z tobą?-zapytała Ev.
-Jak chcesz..-wziełam ze sobą kroplówkę i wyszłyśmy na korytarz.Zobaczyłam Zayn'a chodził w te i we wte. Spojrzał się na nas i usmiechnął. Podszedł do niego Aaron. Więcej nie widziałam bo została wciągnięta do łazienki przez siostre.
-Znasz go?
-Tak.Poznałam go dzisiaj. A co?
-On jest niebezpieczny. Lepiej się do nigo nie zbliżaj-była przestraszona, a to do niej nie podobne.
-O co wam wszystkim chodzi? Przecież gdyby chciał coś mi zrobić to by zrobił.-powiedziałam przytulając Ev.
-Martwię sie o Ciebie.-odwzajemniła mój uścisk.-Idz się okąp.-rozebrałam się i weszłam pod prysznic.-Masz tu żel i szampon.-podała mi rzeczy wcześniej wymienione.
-Dziękuje.-powiedziałam. Umyłam się i wytarłam puchowym ręcznikiem.-Eveline podasz mi ciuchy?-niec nie mówiła tylko je podała.Ubrałam się w legginsy i koszulę.Wyszłam i zobaczyłam Zayn'a. Eveline stała przy ścianie i się nie poruszała.
-Hej. Jak sie czujesz?-zapytał podchodząc do mnie kilka kroków.
-Dobrze.Jutro wychodzę ze szpitala-uśmiechnął się delikatnie.-Co jest Zee?
-Nic-powiedział. Jakos mu nie wierzyłam.
-Zayn co Ci jest?-podeszłam do niego i pogłaskałam po ramieniu. Wtulił się we mnie.
-Waliya umiera.-szepnął mi na ucho.
-Będzie dobrze Zee.
-Nic nie bedzie dobrze. Ona do cholery nie przetrwa tego wieczoru!-czułam ciecz na szyji.
-Zee?
-Też mni nikt nie rozumie. Na każdym kroku ludzie których kocham odchodzą-powiedział.Zaraz poczułam na plecach jego duże dłonie, obejmujące mnie coraz mocniej.Uśmiechnął się. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie je miętosiłam w dłoniach.
-Ciii
-Anastazja odsuń się od niego.-usłyszałam Ev- On bierze Cie na litość. Odejdz od niej Zayn.-warkneła na mulata.Zayn nic sobie z tego nie robił-Zayn powiedziałam coś. Mnie skrzywdziłeś i teraz chcesz skrzywdzić moją siostrę?! Nie pozwolę Ci na to.-powiedziała Eveline z łzami w oczach.Poczułam,że napina mięśnie. Odsunął się i spojrzał na Ev. Podszedł do niej.
-To ty mnie zostawiłaś dla tego dupka. Nie ja Ciebie. I nie mam zamiaru skrzywdzić Anastazji-warknął wściekły.I pokazał na drzwi, w których stał Conor wraz z resztą. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął. Zayn wyciągnąl do mni ręce. Podeszłam do niego. Zobaczyłam, że w Eveline jak i w Conor'rze jest furia. Zabiliby go gdyby mogli...
.................................................................
Do jutra misie <3
-Ja jestem Niall.-powiedział blondyn, a raczej farbowany tak mi się zdaje. Pocałował mni tak samo jak loczek w czoło.
-Louis.-powiedział szatyn w bluzsce w paski. Zrobił to samo co Niall i Hazz.
-Aaron-powiedział brunet podobny do Zayn'a, ale pewnie to tylko zbieg okoliczności.
-Miło mi was poznać chłopaki-powiedziałam delikatnie się uśmiechając. Usiedli na łóżku. Ja się podniosłam i usiadłam w siadzie skrzyżnym. Zaczeliśmy rozmawiać ze sobą o wszystkim po może 10 minutach przyszła mama z lekarzem.
-Dzień dobry Anastazjio jak się czujemy?-zapytał mżczyzna w białym fartuchu.
-Dobrze, ale słabo mi trochę-lekarz spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
-Jestem Rob-podał mi dłoń, którą ujełam. Był szatynem o niebieskich oczach.Spojrzał się na moją kartę tak myśle.-Jest dobrze.-powiedział-Wszystko jest w porządku, ale mogłabyś jeść troche więcej.-uśmiechnął się lekko.-Teraz odepne Cię od niepotrzebnych urządzeń.-zaczął mnie odpinać, zostawił tylko kilka.Zobaczyłam,że nie ma mamy.
-Zjedz córciu.-powiedziała podchodząc do mnie i dają mi bułkę.Zaczełam jeść, chłopaki robili głupie miny i o mało co nie poplułam przez nich Rob'a. Po chwili wyszedł z moją mamą, a ja skończyłam jeść i zostałam sama z chłopakami.
-Macie coś do picia?-zapytałam.
-Woda czy sok.-zaytał Aaron.
-Yyyy sok?-podał mi karton z sokiem.Napiłam się i położyłam go na szafce obok. Po chwili do pomieszczenia wszedł Conor.
-Gdzie masz Katerine?-zapytał Niall.
-Poszła zrobić sobi kawę.Zaraz przyjdzie.
-Jak tam?-zapytał spoglądając na wszystkie twarze w pomieszczeniu.
-Dobrze.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Wybuchliśmy śmiechem bo Louis zrobił głupią minę.
Conor si na nas spojrzał i lekko uśmiechnął.
-Debile. Z kim ja wogóle zadaję?-zaczął się śmiać.-Ej uraziłeś nas.-powidział Louis i złapał się za serce robiąc przy tym smutną minkę.Zaczełam się śmiać z tej cioty. Wyglądał naprawdę prze komicznie.
-Chcesz.. bym.. zaśmiała.. się.. na.. śmierć-powiedziałam przez śmiech.
Lou podszedł do mnie i usiadł na łóżku.
-Oczywiście, że nie.-powiedział i się uśmiechnął.Pogłaskałam go po policzku.
-To co robimy?-zapytałam.
-Nudzi Ci się?-zapytał Lou. -Z nami? Pff.
-Nie chciałam urazić twojej dumy Lou.-powiedziałam chamując śmiech.
-Mam dla Ciebie nowinę.-powiedziała Eveline, która weszła do pokoju.Spojrzałam się na nią-Wychodzisz jutro z rana.
-Srio?
-Tak.
-To dobrze.-Eveline podeszła do mnie i przytuliła.-Ev?
-Tak mała?-zapytała.
-Nie będziesz już mnie tak traktować? Jak wroga? Tylko jak młodszą siostrę?-spojrzała się na mnie.
-Tak obiecuję,że się zmienię. Obiecuje siostrzyczko-miałyśmy łzy w oczach.-Będę Cię pilnować, będę robiła wszystko tylko żebyś nie czuła się odrzucana.Kocham Cie Ana.
-Też Cię kocham siostrzyczko.-odsuneła się ode mnie. Do pokoju weszła Katerine. Uśmiechneła się do nas.
-Przyniosłam Ci ciuchy.-powiedziała podając mi je.
-Dziękuje Kat.
-Iść z tobą?-zapytała Ev.
-Jak chcesz..-wziełam ze sobą kroplówkę i wyszłyśmy na korytarz.Zobaczyłam Zayn'a chodził w te i we wte. Spojrzał się na nas i usmiechnął. Podszedł do niego Aaron. Więcej nie widziałam bo została wciągnięta do łazienki przez siostre.
-Znasz go?
-Tak.Poznałam go dzisiaj. A co?
-On jest niebezpieczny. Lepiej się do nigo nie zbliżaj-była przestraszona, a to do niej nie podobne.
-O co wam wszystkim chodzi? Przecież gdyby chciał coś mi zrobić to by zrobił.-powiedziałam przytulając Ev.
-Martwię sie o Ciebie.-odwzajemniła mój uścisk.-Idz się okąp.-rozebrałam się i weszłam pod prysznic.-Masz tu żel i szampon.-podała mi rzeczy wcześniej wymienione.
-Dziękuje.-powiedziałam. Umyłam się i wytarłam puchowym ręcznikiem.-Eveline podasz mi ciuchy?-niec nie mówiła tylko je podała.Ubrałam się w legginsy i koszulę.Wyszłam i zobaczyłam Zayn'a. Eveline stała przy ścianie i się nie poruszała.
-Hej. Jak sie czujesz?-zapytał podchodząc do mnie kilka kroków.
-Dobrze.Jutro wychodzę ze szpitala-uśmiechnął się delikatnie.-Co jest Zee?
-Nic-powiedział. Jakos mu nie wierzyłam.
-Zayn co Ci jest?-podeszłam do niego i pogłaskałam po ramieniu. Wtulił się we mnie.
-Waliya umiera.-szepnął mi na ucho.
-Będzie dobrze Zee.
-Nic nie bedzie dobrze. Ona do cholery nie przetrwa tego wieczoru!-czułam ciecz na szyji.
-Zee?
-Też mni nikt nie rozumie. Na każdym kroku ludzie których kocham odchodzą-powiedział.Zaraz poczułam na plecach jego duże dłonie, obejmujące mnie coraz mocniej.Uśmiechnął się. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie je miętosiłam w dłoniach.
-Ciii
-Anastazja odsuń się od niego.-usłyszałam Ev- On bierze Cie na litość. Odejdz od niej Zayn.-warkneła na mulata.Zayn nic sobie z tego nie robił-Zayn powiedziałam coś. Mnie skrzywdziłeś i teraz chcesz skrzywdzić moją siostrę?! Nie pozwolę Ci na to.-powiedziała Eveline z łzami w oczach.Poczułam,że napina mięśnie. Odsunął się i spojrzał na Ev. Podszedł do niej.
-To ty mnie zostawiłaś dla tego dupka. Nie ja Ciebie. I nie mam zamiaru skrzywdzić Anastazji-warknął wściekły.I pokazał na drzwi, w których stał Conor wraz z resztą. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął. Zayn wyciągnąl do mni ręce. Podeszłam do niego. Zobaczyłam, że w Eveline jak i w Conor'rze jest furia. Zabiliby go gdyby mogli...
.................................................................
Do jutra misie <3
Bohaterowie
Anastazja Johnson lat 16
Zayn Malik lat 21
Upadły Anioł
Aaron Malik lat 20
Upadły Anioł
Matt Malik lat 26
Upadły Anioł
Luke Hemming lat 20
Biały Anioł
Conor Grey lat 21
Upadły Anioł
Katerina Black lat 22
Czarownica
Harry Styles lat 20
Wilkołak
Niall Horan lat 21
Biały Anioł
Louis Tomlinson lat 25
Hybryda
Liam Payne lat 23
Biały Anioł
.....................................................................
Nowych bohaterów będę dodawała z rozdziałem :*
Zayn Malik lat 21
Upadły Anioł
Aaron Malik lat 20
Upadły Anioł
Matt Malik lat 26
Upadły Anioł
Luke Hemming lat 20
Biały Anioł
Conor Grey lat 21
Upadły Anioł
Katerina Black lat 22
Czarownica
Harry Styles lat 20
Wilkołak
Niall Horan lat 21
Biały Anioł
Louis Tomlinson lat 25
Hybryda
Liam Payne lat 23
Biały Anioł
.....................................................................
Nowych bohaterów będę dodawała z rozdziałem :*
Rozdział 3
Następnego dnia obudziłam się koło Conor'a. Spał. Chciałam wstać, ale Conor mnie trzymał. Delikatnie się wygramoliłam z jego uścisku i wstałam. Odpiełam się od urzadzeń, oprócz kroplówki.
-Anastazja?-usłyszałam mamę.
-Idę do toalety.-odpowiedziałam na nie zadane mi pytanie.
-Dobrze córciu idz. Tylko nie rób niczego niemadrego.
-Jasne mamusiu.-powiedziałam szczerze się do niej uśmiechając. Wyszłam z sali i skierowałam się do łazienki. Wpadłam na kogoś bo byłam strasznie zamyślona. Gdyby nie jego reka upadłabym.
-Przepraszam.-powiedziałam ze spuszczoną głową.
-Nic Ci się nie stało? I czemu jesteś w szpitalu?-podniosłam głowę i spojrzałam na nieznanego mi chłopaka. Spojrzał się na moje nadgarstki i zmarszczył brwi.Chciałam ukryć ręce za plecami, ale nie udało mi się.
-Głupia jesteś?-zapytał i wziął moje dłonie w swoje. Zaczął całować moje nadgarstki. Spojrzałam się na niego. Miał ciemne oczy, kruczoczarne włosy i był mulatem. Nasze spojrzeenia się skrzyżowały.
Spuściłam wzrok. Delikatnie dwoma palcami podniósł mój podbródek.
-Czemu sobie to zrobiłaś?-zapytał.
-Nie ważne.-wziełam od niego ręce i chciałam iść, ale mnie złapał za przedramie i obrócił do siebie przodem. Odgarnął mi włosy za ucho.
-Jak się nazywasz?
-Anastazja, a ty?
-Zayn.-uśmiechnął się.-Miło Cię poznać Anastazjo, a teraz powiedz czemu to sobie zrobiłaś?
-Zayn to nie jest ważne.
-Jest.
-A mogę iść tylko do łazienki?
-Tak, ale idę z tobą.-powiedział i się lekko uśmiechnął.
-Okey.-powiedziałam i zaczeliśmy iść w stronę łazienek. Myślałam nad tym co mu powiedzieć i w końcu zaczełam.
-Nie jest mi łatwo w życiu Zayn. Wszystko mi się sypie. Najlepszy przyjaciel zmarł kilka dni temu. Siostra mnie nienawidzi. Sama nie wiem czemu. Nic jej nie zrobiłam, a to...-spojrzałam się na nadgarstki, a łzy spływały po moich policzkach.-Zrobiłam to, ponieważ nie mam dla kogo żyć i chciałam być z Luke'iem.-spojrzał się na mnie i po chwili przytulił mnie. Zaczłam łkać.
-Ciii..-szepnął mi na ucho.
-Zawsze kiedy się zaprzyjazniam to musi się coś stać.-chlipałam. Zayn otarł kciukiem łzy, które spływały mi po policzkach.
-Cichutko. Jestem przy tobie.-szepnął.Zaczął pocierać dół moich pleców. Przymknełam oczy i zaczełam się uspokajać. Odsunełam się od niego i weszłam do kabiny.-Tylko nie rób nic głupiego-powidział przy drzwiach.Załatwiłam moja potrzebę fizjologiczną i wyszłam z kabiny. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce. Odwróciłam się i prawie bym upadła gdyby nie Zayn mój tyłek by ucierpiał.
-Uważaj-powiedział-Już Cię drugi raz ratuje tego dnia.-uśmiechnełam się do niego.
-A ty czemu tu jesteś?-zapytałam.Wyszliśmy z łazienki.Spojrzał się na mnie i śliczni uśmichnął.
-Byłm na badaniach z siostrą.
-Co jej jest?-zapytałam ciekawa.
-Jest chora.-patrzył przed siebie pustym wzrokiem. Westchnął.- Ma białaczkę.-widziałam w jego oczach łzy. Złapałam go za rękę by dodać mu otuchy.-Mnie też życie nienawidzi.Wszystko się pieprzy. Nie jest tak jak miało być. Pogarsza jej się z dnia na dzień. Lekarze dają jej minimum dwa miesiące życia.-zatrzymałam się i wtuliłam w jego szyję. On po chwili też się we mnie wtulił.Przyciągnął mnie blisko siebie.Przymknełam oczy. Brakowało mi kogos kto mnie zrozumie.
-Dziękuje.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Uśmiechneliśmy sie. Skąd wiem? Poczułam na szyji.
-Powinnaś chyba iść.
-Ana!-usłyszałam Conor'a.Oderwałam się od Zayn'a i spojrzałam za siebie.-Co ty wyrabiasz?-zapytał wściekły. Spojrzałam się na Zayn'a.
-Nic. Zayn tylko mnie uspokajał.-powiedziałam.
-Chodz.-powiedział Conor.
-Do zobaczenia Anastazjio.
-Do zobaczenia Zayn.
Conor złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę sali w której leżałam.Zamknął drzwi.
-Co ty robisz?! Wiesz kto to jest?-zapytał.
-Zayn.-powiedziałam.Spojrzał się na mnie.
-Jest niebespieczny. Nie pozwolę Ci się z nim widywać.
-Chyba kpisz. Znam Cię od wczoraj, a ty mi robisz kazania? Będę widywać się z kim chcę i nikt mi nie zabroni.-powiedziała. Usiadłam bo zrobiło mi się słabo.
-Ana wszystko w porządku ?-zapytał kucając przy mnie i położył ręcę na moich kolanach.
-Tak.
-Przepraszam nie chciałem Cię denerwować.
-Nic się nie stało Conor.Rozumiem Cię. Martwisz się, ale nie masz o co. Naprawdę-pogłaskał mnie po policzku.
-Zayn jest niebezpieczny. Jest złym człowiekiem.
-Conor. Zayn jest w porządku.
-Zrobi Ci coś.
-Gdyby chciał mi cos zrobić to dawno by mi coś zrobił.
-Poprostu obiecaj mi, że będziesz się pilnować.
-Dobrze obiecuj.-powiedziałam dla świętgo spokoju. Muszę mu zaufać w końcu był przyjacielem mojego Luke'a.
-Połóż się musisz odpoczywać.-położyłam się i Conor podpiął mnie do urządzeń. Usiadł koło mnie. I zaczeliśmy rozmawiać.Po może 20 minutach przyszła moja mama, Eveline z jej kolegami.
-Córciu jak się czujesz?-zapytała podchodząc do mnie i pocałowała w czoło.
-Lepiej, ale jest mi słabo.
-Zawołam lekarza.-wyszła.
-Hej Ana co tam?-zapytała Katerine.
-Dobrze.
-Katerine muszę z tobą porozmawiać.-powiedział Conor. Wyszli i zostałam z czterema nieznajomymi chłopakami..
........................................................................
Hej przepraszam za błedy. I nie myślcie,że Conor jest taki kochany. W następnych rozdziałach zobaczycie co się stanie. Bedzie się dużo działo. Dziękuje, że chociaż ktoś go czyta. Oglądam własnie Disco Festiwal w Kobylnica 2015 hehe i sobie podśpiewuje. Te rozdziały co dodaję to mam już napisane. W sumie to jest opowiadanie, a sama rozkładam sobie na rozdziały. Następny rozdział napiszę jeszcze dzisiaj bo wiem, że się niecierpliwicie . Kocham Was :)
-Anastazja?-usłyszałam mamę.
-Idę do toalety.-odpowiedziałam na nie zadane mi pytanie.
-Dobrze córciu idz. Tylko nie rób niczego niemadrego.
-Jasne mamusiu.-powiedziałam szczerze się do niej uśmiechając. Wyszłam z sali i skierowałam się do łazienki. Wpadłam na kogoś bo byłam strasznie zamyślona. Gdyby nie jego reka upadłabym.
-Przepraszam.-powiedziałam ze spuszczoną głową.
-Nic Ci się nie stało? I czemu jesteś w szpitalu?-podniosłam głowę i spojrzałam na nieznanego mi chłopaka. Spojrzał się na moje nadgarstki i zmarszczył brwi.Chciałam ukryć ręce za plecami, ale nie udało mi się.
-Głupia jesteś?-zapytał i wziął moje dłonie w swoje. Zaczął całować moje nadgarstki. Spojrzałam się na niego. Miał ciemne oczy, kruczoczarne włosy i był mulatem. Nasze spojrzeenia się skrzyżowały.
Spuściłam wzrok. Delikatnie dwoma palcami podniósł mój podbródek.
-Czemu sobie to zrobiłaś?-zapytał.
-Nie ważne.-wziełam od niego ręce i chciałam iść, ale mnie złapał za przedramie i obrócił do siebie przodem. Odgarnął mi włosy za ucho.
-Jak się nazywasz?
-Anastazja, a ty?
-Zayn.-uśmiechnął się.-Miło Cię poznać Anastazjo, a teraz powiedz czemu to sobie zrobiłaś?
-Zayn to nie jest ważne.
-Jest.
-A mogę iść tylko do łazienki?
-Tak, ale idę z tobą.-powiedział i się lekko uśmiechnął.
-Okey.-powiedziałam i zaczeliśmy iść w stronę łazienek. Myślałam nad tym co mu powiedzieć i w końcu zaczełam.
-Nie jest mi łatwo w życiu Zayn. Wszystko mi się sypie. Najlepszy przyjaciel zmarł kilka dni temu. Siostra mnie nienawidzi. Sama nie wiem czemu. Nic jej nie zrobiłam, a to...-spojrzałam się na nadgarstki, a łzy spływały po moich policzkach.-Zrobiłam to, ponieważ nie mam dla kogo żyć i chciałam być z Luke'iem.-spojrzał się na mnie i po chwili przytulił mnie. Zaczłam łkać.
-Ciii..-szepnął mi na ucho.
-Zawsze kiedy się zaprzyjazniam to musi się coś stać.-chlipałam. Zayn otarł kciukiem łzy, które spływały mi po policzkach.
-Cichutko. Jestem przy tobie.-szepnął.Zaczął pocierać dół moich pleców. Przymknełam oczy i zaczełam się uspokajać. Odsunełam się od niego i weszłam do kabiny.-Tylko nie rób nic głupiego-powidział przy drzwiach.Załatwiłam moja potrzebę fizjologiczną i wyszłam z kabiny. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce. Odwróciłam się i prawie bym upadła gdyby nie Zayn mój tyłek by ucierpiał.
-Uważaj-powiedział-Już Cię drugi raz ratuje tego dnia.-uśmiechnełam się do niego.
-A ty czemu tu jesteś?-zapytałam.Wyszliśmy z łazienki.Spojrzał się na mnie i śliczni uśmichnął.
-Byłm na badaniach z siostrą.
-Co jej jest?-zapytałam ciekawa.
-Jest chora.-patrzył przed siebie pustym wzrokiem. Westchnął.- Ma białaczkę.-widziałam w jego oczach łzy. Złapałam go za rękę by dodać mu otuchy.-Mnie też życie nienawidzi.Wszystko się pieprzy. Nie jest tak jak miało być. Pogarsza jej się z dnia na dzień. Lekarze dają jej minimum dwa miesiące życia.-zatrzymałam się i wtuliłam w jego szyję. On po chwili też się we mnie wtulił.Przyciągnął mnie blisko siebie.Przymknełam oczy. Brakowało mi kogos kto mnie zrozumie.
-Dziękuje.-powiedzieliśmy w tym samym czasie. Uśmiechneliśmy sie. Skąd wiem? Poczułam na szyji.
-Powinnaś chyba iść.
-Ana!-usłyszałam Conor'a.Oderwałam się od Zayn'a i spojrzałam za siebie.-Co ty wyrabiasz?-zapytał wściekły. Spojrzałam się na Zayn'a.
-Nic. Zayn tylko mnie uspokajał.-powiedziałam.
-Chodz.-powiedział Conor.
-Do zobaczenia Anastazjio.
-Do zobaczenia Zayn.
Conor złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę sali w której leżałam.Zamknął drzwi.
-Co ty robisz?! Wiesz kto to jest?-zapytał.
-Zayn.-powiedziałam.Spojrzał się na mnie.
-Jest niebespieczny. Nie pozwolę Ci się z nim widywać.
-Chyba kpisz. Znam Cię od wczoraj, a ty mi robisz kazania? Będę widywać się z kim chcę i nikt mi nie zabroni.-powiedziała. Usiadłam bo zrobiło mi się słabo.
-Ana wszystko w porządku ?-zapytał kucając przy mnie i położył ręcę na moich kolanach.
-Tak.
-Przepraszam nie chciałem Cię denerwować.
-Nic się nie stało Conor.Rozumiem Cię. Martwisz się, ale nie masz o co. Naprawdę-pogłaskał mnie po policzku.
-Zayn jest niebezpieczny. Jest złym człowiekiem.
-Conor. Zayn jest w porządku.
-Zrobi Ci coś.
-Gdyby chciał mi cos zrobić to dawno by mi coś zrobił.
-Poprostu obiecaj mi, że będziesz się pilnować.
-Dobrze obiecuj.-powiedziałam dla świętgo spokoju. Muszę mu zaufać w końcu był przyjacielem mojego Luke'a.
-Połóż się musisz odpoczywać.-położyłam się i Conor podpiął mnie do urządzeń. Usiadł koło mnie. I zaczeliśmy rozmawiać.Po może 20 minutach przyszła moja mama, Eveline z jej kolegami.
-Córciu jak się czujesz?-zapytała podchodząc do mnie i pocałowała w czoło.
-Lepiej, ale jest mi słabo.
-Zawołam lekarza.-wyszła.
-Hej Ana co tam?-zapytała Katerine.
-Dobrze.
-Katerine muszę z tobą porozmawiać.-powiedział Conor. Wyszli i zostałam z czterema nieznajomymi chłopakami..
........................................................................
Hej przepraszam za błedy. I nie myślcie,że Conor jest taki kochany. W następnych rozdziałach zobaczycie co się stanie. Bedzie się dużo działo. Dziękuje, że chociaż ktoś go czyta. Oglądam własnie Disco Festiwal w Kobylnica 2015 hehe i sobie podśpiewuje. Te rozdziały co dodaję to mam już napisane. W sumie to jest opowiadanie, a sama rozkładam sobie na rozdziały. Następny rozdział napiszę jeszcze dzisiaj bo wiem, że się niecierpliwicie . Kocham Was :)
czwartek, 2 lipca 2015
Rozdział 2
"Odtworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Luke'a.
-Luke?-uśmiechnął się do mnie.
-Tak kwiatuszku.-powiedział. Wyciągnął do mnie ręce i po chwili je ujełam. Poczułam ciepło bijące od niego. Miałam łzy w oczach.-Ciii już dobrze.-przytulił mnie. Ja zaczełam głośniej płakać. Poczułam jego dotym na dole pleców. Zaczął delikatnie je pocierać. Zawsze tak robił kiedy się denerwowałam lub nie mogłam uspokoić. Uspokoiłam się.-Nie pozwolę Ci tu zostac Ana. Nie teraz, nie w takim momencie.-spojrzałam się na niego. Pogłaskał mnie po policzku.
-Czemu Luke? Prosz pozwól mi zostać z tobą, nie chcę tam wracać. Wiesz,że Eveline nigdy sie nie zmieni.Nie chcę cierpieć, a ty chcesz bym cierpiała?-zapytałam.
-Oczywiście, że nie kochanie, ale twoje życie musi sie inaczej skączyć. Moje skończyło sie wypadkiem. Nie powiedziałeem Ci.-zmarszczyłam brwi.
-O czym?
-Nie chciałem Ci zranić myszko. Byłem chory na białaczkę. Dlatego byłem blady i brałem leki. Mówiłem Ci, że to tylko przeziębienie,ale wcale tak nie było.-odsunełam się od niego, ale znowu znalazłam się w jeego objęciach. Zaczął składać pocałunki na ramieniu, obojczyki i szyji.
-Dlaczego wszyscy na około mni kłamią? Czemu/-zapytałam go. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
-Bo wiem, że jesteś delikatna i czuła.
-To nie znaczy, że chcę słyszeć cały czas kłamstwa.
-Przepraszam. Wiem, że powinienem Ci powiedzieć..
-Czemu mi nie powiedziałeś Luke? Czemu?-zapytałam przerywając mu. Spojrzał się w moje oczy i wbił po chwili w moje usta.Wplotłam palce w jego włosy.Odsunął się i spojrzał znowu w moje oczy.
-Bo Cię kocham.Dlatego nie chciałem niszczyć tego co było między nami.-uśmiechnełam się do niego.
-Luke?
-Tak?
-Jestes teraz szczęśliwy?
-Tak, ale z drugiej strony nie bo ty nie jesteś szczęśliwa. Musisz już wracać.
-Luke spałeś z moją siostra?-zapytałam.
-Nie oczywiści,że nie, kochałem i nadal kocham tylko Ciebie Aniołku.-kiedy to mówił patrzyłam w jego oczy. Nie kłamał. Uśmiechnełam się do niego.
-Musze juz iść Anastazjo jeszcze sie spotkamy. Kocham Cię.
-Ja Ciebie tez Luke'ie- trzymałam jego dłońa po chwili już go nie było. Widziałam ciemność."
Chciałam odtworzyć oczy, ale światło mi nie pozwalało.
-Budzi się.-usłyszałam Eveline.
-Eveline?
-Cii siostrzyczko. Przepraszam Cię za wszystko ni chciałam byś sobie cos zrobiła. I nie spałam z Luke'iem.-uśmiechnełam się delikatnie.Poczułam,że ktoś trzyma moje oby dwie dłonie.Uchyliłam powieki i zobaczyłam Eveline oraz ta blondynkę.
-Jestem Katerine-powiedziała, a po chwili usłyszałamjak ktoś wchodzi. Zobaczyłam w nich tych chłopaków co siedzieli u nas w domu.
-Ile tu juz jestem Katerine?
-Kilka dni.-odpowiedziała.
-Aha.
-Jak się czujesz?-zapytała Katerine.
-Zle. Mogłam zostać z Luke'iem . Nie chcę tu być, nie chcę być cały czas odtracana przez wszystkich.-łkałam.
-Ciii już dobrze.-powiedziała Kat.
-Nic nie jest dobrze.-wstałam i zaczełam odłączać sie od tych wszystkich urządzeń. Podbiegł do mnie blondyn o niebieskich oczach. Złapał mnie w swoje ramiona i pocierał dół moich pleców.Uspokoiłam się.
-Ciii.-szepnął mi na ucho chłopak. Zemdlałam.
Kiedy się obudziłam było już ciemno. Spojrzałam się w prawo, na fotelu leżała mama.
-Anastazja?-usłyszałam po mojej lewej. Zobaczyłam tego chłopaka co uspokajał mni. Zobaczyłam,że jestem przypięta do urządzeń(znowu). Jęknełam niezadowolona.
-Czemu to zrobiłeś?-zapytałam tego tajemniczego blondyna.
-Miałem powód Anastazjo.
-Nie widzisz,że chcę umrzć? Nie chcę tu być.
-Ana uspokój się. Cichutko.-przytulił mnie do siebie. Poczułam jego perfumy. Uspokoiłam się. Poczułam jak wchodzi na łóżko. Położył się, a mnie pociagnął na swój tors.-Jstem Conor kwiatuszku.-uśmichnął się delikatnie.
-Nie mów tak do mnie.
-Czemu?-zapytał głaskając mnie po włosach.
-Ni lubię kiedy ktoś tak mówi.
-Jak chcesz Aniołku.-kiedy to usłyszałam łzy staneły mi w oczach
-Nie waż się tak na mnie mówić.-warknełam.
-Przepraszam.-szepnął mi na ucho . Znowu poczułam jego dłoń na dole pleców.
-Skąd wiesz, że to mnie uspokaja?-zapytałam go przymykając powieki.
-Eveline mi powiedziała. I powiedziała co nie co o Luke'u.-zamarszczyłam brwi.
-Czemu Ci to powiedział?
-Chciałem wiedzieć czy to był mój przyjaciel i jak sie okazało Luke Hemming był moim przyjacielem. Dużo o tobie opowiadał.
-Znałeś go?
-Tak pomagałem mu z chorobą- daleej głaskał moje plecy-I wiem czego nie lubisz i co lubisz wiem o tobie wszystko.-nagle zabrzęczało mi w uszach i usłyszałam głos Luke'a.
-Uwarzaj na siebie. Niedługo dowiesz się wszyskiego.-i nagle wszystko wróciło do normy.
-Kiedy powiedział mi, że idzie pojezdzić motorem. To powiedział bym Cie pilnował i miał na Ciebie oko. I schrzaniłem,a obiecałem mu, że będę Cie pilnował. Nie upilnowałem Cię. Obiecaj, że juz nie urzyjesz tego badziewia.-wiedziałam,że chodzi mu o żyletkę.
-Nie mogę Ci tego obiecać.
-Co by powiedział Luke? Napewno dostałabyś ochrzan więc...
-Niee.
-Wiedziałem,że tak będzie więc samz Katerine zabrałem Ci wszystkie żyletki.
-Co zrobiłeś!?-zapytałam oburzona.
-To co słyszałaś Aniołku.-chciałam już na niego wrzeszczeć,że jest nienormalny,że ma coś z głową, ale kolejny raz tego dnia poczułam jego dłoń na doe pleców i delikatnie je masował. Uspokoiłam sie (poraz kolejny)-Spij już Aniołku. Jestes przy mnie bezpieczna.-szepnął mi na ucho. I nawet ni wiem kiedy zasnełam..
....................................................................................
Mam nadzieję, że wam sie podoba następny rozdział :)
Misie moje kochane rodział 3 będzie niebawem <3
-Luke?-uśmiechnął się do mnie.
-Tak kwiatuszku.-powiedział. Wyciągnął do mnie ręce i po chwili je ujełam. Poczułam ciepło bijące od niego. Miałam łzy w oczach.-Ciii już dobrze.-przytulił mnie. Ja zaczełam głośniej płakać. Poczułam jego dotym na dole pleców. Zaczął delikatnie je pocierać. Zawsze tak robił kiedy się denerwowałam lub nie mogłam uspokoić. Uspokoiłam się.-Nie pozwolę Ci tu zostac Ana. Nie teraz, nie w takim momencie.-spojrzałam się na niego. Pogłaskał mnie po policzku.
-Czemu Luke? Prosz pozwól mi zostać z tobą, nie chcę tam wracać. Wiesz,że Eveline nigdy sie nie zmieni.Nie chcę cierpieć, a ty chcesz bym cierpiała?-zapytałam.
-Oczywiście, że nie kochanie, ale twoje życie musi sie inaczej skączyć. Moje skończyło sie wypadkiem. Nie powiedziałeem Ci.-zmarszczyłam brwi.
-O czym?
-Nie chciałem Ci zranić myszko. Byłem chory na białaczkę. Dlatego byłem blady i brałem leki. Mówiłem Ci, że to tylko przeziębienie,ale wcale tak nie było.-odsunełam się od niego, ale znowu znalazłam się w jeego objęciach. Zaczął składać pocałunki na ramieniu, obojczyki i szyji.
-Dlaczego wszyscy na około mni kłamią? Czemu/-zapytałam go. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
-Bo wiem, że jesteś delikatna i czuła.
-To nie znaczy, że chcę słyszeć cały czas kłamstwa.
-Przepraszam. Wiem, że powinienem Ci powiedzieć..
-Czemu mi nie powiedziałeś Luke? Czemu?-zapytałam przerywając mu. Spojrzał się w moje oczy i wbił po chwili w moje usta.Wplotłam palce w jego włosy.Odsunął się i spojrzał znowu w moje oczy.
-Bo Cię kocham.Dlatego nie chciałem niszczyć tego co było między nami.-uśmiechnełam się do niego.
-Luke?
-Tak?
-Jestes teraz szczęśliwy?
-Tak, ale z drugiej strony nie bo ty nie jesteś szczęśliwa. Musisz już wracać.
-Luke spałeś z moją siostra?-zapytałam.
-Nie oczywiści,że nie, kochałem i nadal kocham tylko Ciebie Aniołku.-kiedy to mówił patrzyłam w jego oczy. Nie kłamał. Uśmiechnełam się do niego.
-Musze juz iść Anastazjo jeszcze sie spotkamy. Kocham Cię.
-Ja Ciebie tez Luke'ie- trzymałam jego dłońa po chwili już go nie było. Widziałam ciemność."
Chciałam odtworzyć oczy, ale światło mi nie pozwalało.
-Budzi się.-usłyszałam Eveline.
-Eveline?
-Cii siostrzyczko. Przepraszam Cię za wszystko ni chciałam byś sobie cos zrobiła. I nie spałam z Luke'iem.-uśmiechnełam się delikatnie.Poczułam,że ktoś trzyma moje oby dwie dłonie.Uchyliłam powieki i zobaczyłam Eveline oraz ta blondynkę.
-Jestem Katerine-powiedziała, a po chwili usłyszałamjak ktoś wchodzi. Zobaczyłam w nich tych chłopaków co siedzieli u nas w domu.
-Ile tu juz jestem Katerine?
-Kilka dni.-odpowiedziała.
-Aha.
-Jak się czujesz?-zapytała Katerine.
-Zle. Mogłam zostać z Luke'iem . Nie chcę tu być, nie chcę być cały czas odtracana przez wszystkich.-łkałam.
-Ciii już dobrze.-powiedziała Kat.
-Nic nie jest dobrze.-wstałam i zaczełam odłączać sie od tych wszystkich urządzeń. Podbiegł do mnie blondyn o niebieskich oczach. Złapał mnie w swoje ramiona i pocierał dół moich pleców.Uspokoiłam się.
-Ciii.-szepnął mi na ucho chłopak. Zemdlałam.
Kiedy się obudziłam było już ciemno. Spojrzałam się w prawo, na fotelu leżała mama.
-Anastazja?-usłyszałam po mojej lewej. Zobaczyłam tego chłopaka co uspokajał mni. Zobaczyłam,że jestem przypięta do urządzeń(znowu). Jęknełam niezadowolona.
-Czemu to zrobiłeś?-zapytałam tego tajemniczego blondyna.
-Miałem powód Anastazjo.
-Nie widzisz,że chcę umrzć? Nie chcę tu być.
-Ana uspokój się. Cichutko.-przytulił mnie do siebie. Poczułam jego perfumy. Uspokoiłam się. Poczułam jak wchodzi na łóżko. Położył się, a mnie pociagnął na swój tors.-Jstem Conor kwiatuszku.-uśmichnął się delikatnie.
-Nie mów tak do mnie.
-Czemu?-zapytał głaskając mnie po włosach.
-Ni lubię kiedy ktoś tak mówi.
-Jak chcesz Aniołku.-kiedy to usłyszałam łzy staneły mi w oczach
-Nie waż się tak na mnie mówić.-warknełam.
-Przepraszam.-szepnął mi na ucho . Znowu poczułam jego dłoń na dole pleców.
-Skąd wiesz, że to mnie uspokaja?-zapytałam go przymykając powieki.
-Eveline mi powiedziała. I powiedziała co nie co o Luke'u.-zamarszczyłam brwi.
-Czemu Ci to powiedział?
-Chciałem wiedzieć czy to był mój przyjaciel i jak sie okazało Luke Hemming był moim przyjacielem. Dużo o tobie opowiadał.
-Znałeś go?
-Tak pomagałem mu z chorobą- daleej głaskał moje plecy-I wiem czego nie lubisz i co lubisz wiem o tobie wszystko.-nagle zabrzęczało mi w uszach i usłyszałam głos Luke'a.
-Uwarzaj na siebie. Niedługo dowiesz się wszyskiego.-i nagle wszystko wróciło do normy.
-Kiedy powiedział mi, że idzie pojezdzić motorem. To powiedział bym Cie pilnował i miał na Ciebie oko. I schrzaniłem,a obiecałem mu, że będę Cie pilnował. Nie upilnowałem Cię. Obiecaj, że juz nie urzyjesz tego badziewia.-wiedziałam,że chodzi mu o żyletkę.
-Nie mogę Ci tego obiecać.
-Co by powiedział Luke? Napewno dostałabyś ochrzan więc...
-Niee.
-Wiedziałem,że tak będzie więc samz Katerine zabrałem Ci wszystkie żyletki.
-Co zrobiłeś!?-zapytałam oburzona.
-To co słyszałaś Aniołku.-chciałam już na niego wrzeszczeć,że jest nienormalny,że ma coś z głową, ale kolejny raz tego dnia poczułam jego dłoń na doe pleców i delikatnie je masował. Uspokoiłam sie (poraz kolejny)-Spij już Aniołku. Jestes przy mnie bezpieczna.-szepnął mi na ucho. I nawet ni wiem kiedy zasnełam..
....................................................................................
Mam nadzieję, że wam sie podoba następny rozdział :)
Misie moje kochane rodział 3 będzie niebawem <3
Rozdział 1
Siedziałam na parapecie w swoim pokoju i patrzyłam na kropelki
deszczu spływające po szybie. Płakałam. Znowu zostałam zraniona, nie
wiem czemu ten świat jest przeciwko mnie. Staciłam przyjaciela. Powinnam
być teraz na jego pogrzebie, ale nie bo moja kochana mamusia(czujecie
ten sarkazm?) dostała pracę w Londynie. Moja starsza siostra Eveline
była zadowolona wraz z mamą, a ja? Nie miałam nic do powiedzenia. Nic, a
nic. Nawet nie pozwoliły mi dojść do słowa. Zawsze tak jest jeśli
Anastazja chce czegoś to nikt jej nie wysłucha. Mam dość tego świata.
-Anastazja!!-darła sie moja siostrunia. Starłam łzy żeby nie widziała, że płakałam bo znowu by mnie wyzwała od beksy.-Ana do cholery zejdz na dół!!-znowu usłyszałam jej krzyk. Zeskoczyłam z parapetu. Pewnie mama wyszła, a Eveline sprowadziła sobie kogoś do domu z resztą jak zawsze. Mieszkamy w Londynie od 2 miesięcy i dalej w szkole nikogo nie poznałam. Wszyscy są z dala ode mnie. Zszłam na dół.
-Co?-zapytałam z rękoma podpartymi o biodra i spojrzałam na sofę. Siedziało na niej chyba 5 osób plus moja siostra. Spojrzała się na mnie złowrogo.
-Może troche grzeczniej?-warkneła. Przewróciłam oczami. -Mama wyszła więc dom jest cały mój, a ty masz mnie słuchać.- Jak zawsze-powiedziałam sobie w myślach-Słuchasz mnie wogóle?- zapytała.-Tak szmato słucham!-chciałam już to powiedzieć, al się powstrzymałam.
-Tak słuchamCię?
-Więc tak to nasi sąsiedzi będą dzisiaj u nas nocować bo matka będzie za tydzień, ponieważ pojechała w delegacje z szefem.- no to pieknie już po mnie tydzień z tym potworem. Uśmiechneła sie.
-Ale jak to? Czeemu mi nic nie powiedziała/- z mamą byłam najbliżej, a teraz mi nawt nie powiedziała o niczym.
-Tak to. Nie mówiła bo byłaś zbyt zajeta Luke'iem.- opadła mi szczena. Skąd ona wie? Zamrugałam kilka razy, a wszyscy patrzyli się na mnie.
-Skąd wiesz?-załamał mi sie głos. Eveline podeszła do mnie i się zwycięsko usmiechneła.
-Mała, ja zawsze się wszystkigo dowiem.- pokazała mi Mój Pamiętnik?! Skąd ona go ma?! Teraz to przeekroczyła granice. Chciała mnie skompromitować przed jej znajomymi.
-Jak mogłaś?!- podeszłam do niej i chciałam zabrać jej Mój Pamiętnik, ale odepchnła mnie od siebie. Odtworzyła na jakiejś stronie i zaczeła czytać.
-"Luke jest taki miły dla mnie, nigdy nikt poza nim taki nie był"."On jest boski zabrał mnie na przejażdżkę".- kolejną stronę przewineła.- "Chyba się w nim zakochałam"- miałam łzy w oczach. Kolejna strona.-"On był dla mnie jak starszy brat, zawsze mogłam z nim o wszystkim porozmawiać, al teraz już go nie ma i nie bedzie. Kocham Cię Luke'i". Jesteś żałosn. Wiesz, że się ze mna przespał? Hym powiedział Ci?!- zrobiłam zaskoczoną minę. Co?! Że jak?! Miałam łzy w oczach. Ona wiedziała w jaki punkt trafić. Upadłam na kolana. - Jak się czujesz co?!-pociągneła mnie za włsy bym spojrzała na nia. Zawyłam z bólu.- Wiesz co?!-pociągneła mocniej.-Jesteś niki, jesteś zwykłym śmieciem.-wykrzyczała mi w twarz. Płakałam i nie mogłam przestać.
-Eveline zostaw ją! To twoja siostra jak możesz tak o niej mówić!-zobaczyłam ładną blondynkę. Wstała i podeszła do Nas.-Wiesz jak się teaz ona czuje?! Skrzywdziłaś ją i to nawet nie raz. Cały czas widzę jak sprawiasz jej ból!Ona do chuja nic Ci nie zrobiła,a ty się mścisz!Wiesz co? Powiem wszystkim w szkole, żeby sie nikt do Ciebie nie odzywał, a wiedz, że mam wikszą władzę niż ty!-warkneła do Eveline. Ev póściła moje włosy więc mogłam uciec do pokoju, po drodze zabrałam jeszcze Mój Pamiętnik. Zamknełam się w pokoju i usiadłam na parapecie. "Jesteś nikim" cały czas miałam to w głowie. Przecież nic nie zrobiłam. Wstałam z parapetu i poszłam do łazienki poszukałam mojej "przyjaciółki" teraz jej potrzebowałam. Nalałam do wanny wody, wyjełam żyletkę i weszłam do wanny. Woda była w cholerę goraca. Oparłam się o nią i zrobiłam pierwsze cięcie. Drugie, trzecie po trzech skończyłam liczyć.
-Luke'i idę do Ciebie.-przymknełam oczy, a po chwili usłyszałam krzyki.
-Ana odtwórz drzwi!!- usłyszałam chyba głos blondynki.-Anastazja do cholery odtwórz te pieprzone drzwi!!-chwila ciszy.-Conor wywarz drzwi i to już!-usłyszałam huk. Zamknełam oczy i nie czułam już tego bólu. Było mi dobrze.
-Boże Ana!-chciałam odtworzyc oczy, ale nie mogłam były zbyt ciężkie. Poczułam po chwili, że zostaję wyjęta z z wanny przez umięśnione ręcę.
-An odtwórz oczy. Harry dzwoń po pogotowie i to już!!- usłyszałam męski głos. W końcu nic nie czułam..
....................................................................................
Oto pierwszy rozdział :) Mam nadzieję,że Wam się podoba. Jeśli przeczytałaś/eś proszę o komentarz. Następny rozdział już niedługo. <3
-Anastazja!!-darła sie moja siostrunia. Starłam łzy żeby nie widziała, że płakałam bo znowu by mnie wyzwała od beksy.-Ana do cholery zejdz na dół!!-znowu usłyszałam jej krzyk. Zeskoczyłam z parapetu. Pewnie mama wyszła, a Eveline sprowadziła sobie kogoś do domu z resztą jak zawsze. Mieszkamy w Londynie od 2 miesięcy i dalej w szkole nikogo nie poznałam. Wszyscy są z dala ode mnie. Zszłam na dół.
-Co?-zapytałam z rękoma podpartymi o biodra i spojrzałam na sofę. Siedziało na niej chyba 5 osób plus moja siostra. Spojrzała się na mnie złowrogo.
-Może troche grzeczniej?-warkneła. Przewróciłam oczami. -Mama wyszła więc dom jest cały mój, a ty masz mnie słuchać.- Jak zawsze-powiedziałam sobie w myślach-Słuchasz mnie wogóle?- zapytała.-Tak szmato słucham!-chciałam już to powiedzieć, al się powstrzymałam.
-Tak słuchamCię?
-Więc tak to nasi sąsiedzi będą dzisiaj u nas nocować bo matka będzie za tydzień, ponieważ pojechała w delegacje z szefem.- no to pieknie już po mnie tydzień z tym potworem. Uśmiechneła sie.
-Ale jak to? Czeemu mi nic nie powiedziała/- z mamą byłam najbliżej, a teraz mi nawt nie powiedziała o niczym.
-Tak to. Nie mówiła bo byłaś zbyt zajeta Luke'iem.- opadła mi szczena. Skąd ona wie? Zamrugałam kilka razy, a wszyscy patrzyli się na mnie.
-Skąd wiesz?-załamał mi sie głos. Eveline podeszła do mnie i się zwycięsko usmiechneła.
-Mała, ja zawsze się wszystkigo dowiem.- pokazała mi Mój Pamiętnik?! Skąd ona go ma?! Teraz to przeekroczyła granice. Chciała mnie skompromitować przed jej znajomymi.
-Jak mogłaś?!- podeszłam do niej i chciałam zabrać jej Mój Pamiętnik, ale odepchnła mnie od siebie. Odtworzyła na jakiejś stronie i zaczeła czytać.
-"Luke jest taki miły dla mnie, nigdy nikt poza nim taki nie był"."On jest boski zabrał mnie na przejażdżkę".- kolejną stronę przewineła.- "Chyba się w nim zakochałam"- miałam łzy w oczach. Kolejna strona.-"On był dla mnie jak starszy brat, zawsze mogłam z nim o wszystkim porozmawiać, al teraz już go nie ma i nie bedzie. Kocham Cię Luke'i". Jesteś żałosn. Wiesz, że się ze mna przespał? Hym powiedział Ci?!- zrobiłam zaskoczoną minę. Co?! Że jak?! Miałam łzy w oczach. Ona wiedziała w jaki punkt trafić. Upadłam na kolana. - Jak się czujesz co?!-pociągneła mnie za włsy bym spojrzała na nia. Zawyłam z bólu.- Wiesz co?!-pociągneła mocniej.-Jesteś niki, jesteś zwykłym śmieciem.-wykrzyczała mi w twarz. Płakałam i nie mogłam przestać.
-Eveline zostaw ją! To twoja siostra jak możesz tak o niej mówić!-zobaczyłam ładną blondynkę. Wstała i podeszła do Nas.-Wiesz jak się teaz ona czuje?! Skrzywdziłaś ją i to nawet nie raz. Cały czas widzę jak sprawiasz jej ból!Ona do chuja nic Ci nie zrobiła,a ty się mścisz!Wiesz co? Powiem wszystkim w szkole, żeby sie nikt do Ciebie nie odzywał, a wiedz, że mam wikszą władzę niż ty!-warkneła do Eveline. Ev póściła moje włosy więc mogłam uciec do pokoju, po drodze zabrałam jeszcze Mój Pamiętnik. Zamknełam się w pokoju i usiadłam na parapecie. "Jesteś nikim" cały czas miałam to w głowie. Przecież nic nie zrobiłam. Wstałam z parapetu i poszłam do łazienki poszukałam mojej "przyjaciółki" teraz jej potrzebowałam. Nalałam do wanny wody, wyjełam żyletkę i weszłam do wanny. Woda była w cholerę goraca. Oparłam się o nią i zrobiłam pierwsze cięcie. Drugie, trzecie po trzech skończyłam liczyć.
-Luke'i idę do Ciebie.-przymknełam oczy, a po chwili usłyszałam krzyki.
-Ana odtwórz drzwi!!- usłyszałam chyba głos blondynki.-Anastazja do cholery odtwórz te pieprzone drzwi!!-chwila ciszy.-Conor wywarz drzwi i to już!-usłyszałam huk. Zamknełam oczy i nie czułam już tego bólu. Było mi dobrze.
-Boże Ana!-chciałam odtworzyc oczy, ale nie mogłam były zbyt ciężkie. Poczułam po chwili, że zostaję wyjęta z z wanny przez umięśnione ręcę.
-An odtwórz oczy. Harry dzwoń po pogotowie i to już!!- usłyszałam męski głos. W końcu nic nie czułam..
....................................................................................
Oto pierwszy rozdział :) Mam nadzieję,że Wam się podoba. Jeśli przeczytałaś/eś proszę o komentarz. Następny rozdział już niedługo. <3
Hejooo
Hej to mój pierwszy blog i założyłam go bo chcę wiedzieć czy Wam się spodoba i jak wy uwarzacie czy jest dobry czy nie :) Dzisiaj wstawiam dwa rozdziały jak dam rad bo jeszcze sie nie orientuję jak co się robi heh :) Do zobaczenia niedługo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










